Czyli jak stałem się nietolerancyjnym obywatelem

 

§1

Po pierwsze: pragnę wyrazić głębokie ubolewanie nad tym co stało się w Paryżu w ciągu ostatnich paru dni. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co czują rodziny ofiar, ale wiem jedno – śmierć za korzystanie z przywileju wolności słowa jest śmiercią w imię wyższej idei i myślę, że można oddać tym ludziom hołd nie tylko jako człowiekowi ale także jako symbolowi.

 

Jesteśmy z wami i waszymi rodzinami w tym trudnym okresie.

Nos pensées sont avec vous et votre famille en ce moment difficile que représente la disparition d’un être cher.

 

JE SUIS CHARLIE

 

§2

Jest to nie do zaakceptowania i nie da się wytłumaczyć w żaden realny sposób tragedii która miała miejsce. Nie mniej jednak, był to impuls. Przypuszczam, że nie jestem pojedyńczym egzemplarzem, który odczuł ten impuls. Do niedawna uważałem się za osobę względnie tolerancyjną jeżeli chodzi o mniejszości kulturowe, nie miałem większego problemu z osobami z krajów arabskich oraz ich przebywaniem na terenie naszego kraju czy innych w których byłem. Nie miałem także nic do osób które wyznają muzułmanizm – być może dlatego, że wszystkie z tych osób były muzułmanami mniej więcej w tym samym stopniu w jakim chrześcijaninem jest standardowy kowalski, to jest: pili alkohol bez zasłaniania zasłon w domu, aby Allah nie patrzył, post nie istniał w ich osobistym słowniku, a dywanik do modlitw kurzył się u nich w szafie. Impuls którym był atak w Paryżu na siedzibę popularnego magazynu sprawił, że wiele rzeczy się zmieniło – problem stał się bardziej realny niż kiedykolwiek, nie mamy do czynienia z poszczególną organizacją jaką jest Al-kaida, ale z Państwem Islamskim, który bezprecedensowo (chociaż gdybyśmy usilnie się postarali to w XII w. by się znalazł jakiś precedens) wkracza z buciorami na terytorium starego kontynentu. Dlaczego nadałem taki tytuł temu wpisowi? Ponieważ teraz gdy będę podróżować komunikacją miejską z osobą arabskiego pochodzenia będę czuł się realnie zagrożony.
Gdy usłyszę w radiu lub przeczytam w gazecie o tym, że budowany jest kolejny meczet, albo o tym, że muzułmanie domagają się, jak to miało miejsce w Londynie aby mieszkańcy nie spożywali alkoholu w nowy rok i nie chodzili na dyskoteki to mnie szlag trafi. Autentycznie wywołuje to u mnie gotowanie się krwi i jest to związane między innymi z tym, że im większa ilość muzułmanów przestępuje granice Unii Europejskiej tym większe zagrożenie czycha na normalnych obywateli, na każdym rogu ulicy naszych alma mater, naszych miast w których żyjemy, pracujemy, w których nasze dzieci chadzają do szkół.

 

§3

Być może jestem w tym momencie zbyt radykalny, być może przesadzam – nie obchodzi mnie to. Czuję realne zagrożenie jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, jako obywatel kraju członkowskiego Unii Europejskiej i w żaden sposób nie jestem uspokojony słowami przedstawicieli rządu o moim bezpieczeństwie. Radykałowie nie rodzą się od razu z sieczką w głowie. Oni wywodzą się ze zwykłych muzułmańskich rodzin, poszukując adrenaliny jadą na szkolenia zagraniczne, a później wracają z super planem na osiągnięcie raju boskiego stanu i ileśdziesiąt dziewic w niebie. Może niech przedstawiciele rządów zaproszą państwo islamskie na ulicę czerwonych latarni w którymś z krajów zachodnich i im przejdzie? Chociaż fakt, o dziewice to akurat może być ciężko.

 

§4

W XII wieku Mongołowie rozwiązali problem sekty asasynów, którzy byli protoplastą dzisiejszych terrorystów i funkcjonowali dość długo, atakując swoje cele na najwyższych stanowiskach państwowych również w Europie. Wiecie w jaki sposób rozwiązali ten problem? Wybijając co do nogi każdego przedstawiciela tej organizacji łącznie z przywódcą. Nie chcę robić tutaj wykładu z historii, każdy może wpisać w Google słowa klucze, ale ponoć pogrom można porównywać do spotkania pierwszego stopnia buldożera z glinianym domkiem. Owszem problem się odrodził kilkadziesiąt lat później, jednak był on w zasadzie nic nieznaczącą błahostką w porównaniu do wcześniejszych działań asasynów/terrorystów.

 

Dziś niestety żadne państwo nie zdecyduje się na kroki które podjęli Mongołowie w XII i XIII wieku. Z kolei Rządy starego kontynentu powinny się znacząco przeciwstawić dalszej islamizacji i próbach wywierania wpływu na miasta i obywateli. Dochodzimy do momentu w historii, gdzie dyrektor szkoły w Szwecji zakazuje wieszania flagi Szwecji aby nie urazić mniejszości narodowych i kulturowych które mogłyby się poczuć urażone. Poważnie?
Rządy Europejskie powinny wprowadzić maksymalne obostrzenia w migracji ludności z tamtych rejonów, każda osoba może być potencjalnym zagrożeniem i niestety nie da się tego zweryfikować, być może jest to drastyczne podejście ale drastyczne sytuacje wymagają drastycznych środków i tak jak przez całe życie staram się nie popełniać błędu wrzucania wszystkich w jeden worek tak w tym wypadku z pełną świadomością swoich słów mówię:
stop, zamknijmy granicę, nie obchodzi mnie czy to jest dobry człowiek według mnie może być równie dobrze terrorystą niech siedzą u siebie w kraju, niech się pozabijają nawzajem – mam to gdzieś. Żyję w XXI wieku w cywilizowanym świecie i jeżeli jednostki z innych kultur starają się to mi odebrać nie mam zamiaru na to patrzeć i mówić, że wszystko jest ok. Zabierzmy im przywileje, dofinansowania zapomogi i nie rozdajmy obywatelstw jak kuponów McDonalda, inaczej w naszym kraju, w naszych miastach może dojść do takich samych sytuacji jak w Paryżu w dniach ostatnich.

 

SJB


 

 

Problem nasz z tolerancją

Czyż jednym z wyznaczników naszej zaawansowanej i cywilizowanej społeczności nie jest właśnie tolerancja? Tak samo jak naszą chlubą tak samo jest też naszą bolączką i piętą Achillesową. Jest ona łatwo wykorzystywana przez skrajne i ekstremistyczne ugrupowania, a także przez tych, którzy są z nią na bakier. Staje się punktem zapalnym i centrum dużej ilości sporów. Nie raz sami ze sobą nie potrafimy postawić jej granic, a co dopiero mówiąc o kimś komu to pojęcie jest zupełnie obce.

Czy to nie przez naszą tolerancję na różne wyznania i otwartość na cudzoziemców nie staliśmy się narażeni na ataki?

Jest ona naszą słabością, ale przecież się jej nie wyrzekniemy, bo zniżylibyśmy się do poziomu naszych „oprawców”.

 

 

Nie każdy taki sam

Rzecz, którą wie każdy rozsądny człowiek. Nie każdy muzułmanin czy szerzej osoba wierząca jest przecież skrajnym radykałem. W Polsce również mamy problemy z osobami wierzącymi, ale nie z muzułmanami tylko chrześcijanami czy katolikami, którzy niejednokrotnie uważają się za dyskryminowanych i próbują wywrzeć większy wpływ na władze i pozostałą część społeczeństwa, często w sposób nieprzystający do ich wiary. Na szczęście nie mamy do czynienia z zamachami terrorystycznymi, ale „krucjaty różańcowe” czy walka o krzyż nie jest dobrym symptomem.

 

 

Remedium na tę bolączkę

Państwo powinno być oddzielone od kościoła, ale naprawdę, a nie jak ma to miejsce w Polsce. Państwo nie powinno ulegać naciskom i wpływom grup religijnych. Państwo powinno opowiadać się za wolnością wyznania, ale nie na zasadzie totalnego ustępstwa i przyzwolenia na działanie radykałów jak ma to miejsce w wielu europejskich krajach. Tolerancja ma swoje granice, o których zapominamy. Tolerancja nie oznacza przyzwolenia na wszystko. To emigranci, którzy korzystają z przywilejów obywatelstwa czy też gościny w danym kraju powinny w dużej mierze dopasować, zasymilować się czy też pójść na ustępstwa związane z kulturą danego kraju, a nie odwrotnie.

W obecnej sytuacji zdaje się, że poprzez niewłaściwe zrozumienie tolerancji dążymy do nieodwracalnego zatracenia własnej kultury i wiary, która jest wypierana przez kulturę i wiarę napływową.

 

 

System naczyń połączonych

Szukając przyczyny zamachów ciężko jednoznacznie wskazać jedno zjawisko. Terroryzm nie wziął się znikąd, ani też nie jest niczym nowym. Jego początków można doszukiwać się nawet i w starożytności, kolega przytoczył przykład nieco „świeższy” jednak podając go uświadamia nam, że to coś z czym borykano się już od dawna. W Europie także. Obecne działania są niczym w porównaniu do działań organizacji takich jak ETA czy IRA. Terroryzm obecnie kojarzymy głównie z islamskimi fundamentalistami co jest dużym błędem. Terroryzm jest także często związany z działaniami służb specjalnych, polecam zapoznanie się z opisem operacji „Gladio”.

Terroryzm bierze się z problemu. Problemu, który obecnie nie jest już problemem tylko jego, ale całego świata. Żyjemy w globalnej wiosce. Jeśli gdzieś się dzieje źle to także odbija się na nas. Niczym efekt motyla. Jeśli w krajach afrykańskich mamy do czynienia z konfliktami zbrojnymi normalnym jest to, że czeka nas fala emigracji z tamtych rejonów. Każdy człowiek ma potrzebę bezpieczeństwa więc szuka tego potencjalnie bezpiecznego miejsca. A co gdy próbujemy te konflikty rozwiązać? Często sobie nie potrafimy z nimi poradzić. Wciskanie demokracji na siłę do krajów, w których ona nie zdaje egzaminu? Chyba nie ma to sensu. Z drugiej strony nie możemy biernie patrzeć na cierpienie niewinnych ludzi.

Społeczności na całym świecie są na różnych etapach rozwoju, zarówno kulturowego, religijnego jak i ekonomicznego, ale mimo to stanowimy, czy tego chcemy czy nie, jedną całość. Te różnice powodują problemy, a i często wojny. Dobrym przykładem tych różnic jest porównanie religii chrześcijańskiej i Islamu. Islam jest młodszą religią (o blisko 600 lat). Co robili chrześcijanie blisko 600 lat temu? Wyżynali wszystkich w pień na krucjatach. Może religia musi się trochę „ostać” żeby znormalnieć i ukrócić ekstremistów w swoich szeregach?

My jako społeczeństwo, które uważa się za bardziej rozwinięte pod każdym względem, powinniśmy dążyć do zniwelowania tej przepaści, jednocześnie nie narzucając swoich poglądów (ciężka sprawa, ale cóż). Jedyną drogą, która może połączyć te dwa odmienne światy jest edukacja, ale nie wszystkim jest to na rękę, wszak głupimi i niewykształconymi ludźmi łatwiej jest rządzić.

 

 

 

Różnorodność kulturowa jest piękna póki nie chwyta za karabin

Opinią publiczną łatwo jest zmanipulować. Jedni będą mówić, że te zamachy to wina Islamu, inni, że to tylko samotne wilki, inni, że to ekstremiści z ISIS, zacznie się wojna religijna w zachodniej Europie, zaczną się problemy imigrantów, zaczną się protesty i marsze, takie jak ten dziś w Paryżu. Będzie niepisane przyzwolenie na akty przemocy. Każda ze stron na tym straci. Ekstremiści będą się bić z ekstremistami, a normalni ludzie, jak zawsze, oberwą najbardziej. Sytuacja była napięta od dawna, kwestią czasu było, że coś złego się wydarzy.

Kwestia tylko kto był sponsorem i prowodyrem tych zamachów, bo czasami odpowiedzi trzeba szukać w miejscach, które nie są oczywiste.
Na wojnie i konfliktach zawsze ktoś zarabia. Zawsze ktoś zbija kapitał czy to polityczny czy finansowy. Niestety za cenę ludzkiego życia.

Józef K.

§1
Nie było osoby na świecie która ma dostęp do podstawowych mediów która by nie słyszała o fali protestów ,,bohaterskich akcjach policji‘‘ w walce z kartelami narkotykowymi etc. przy okazji mundialu. Możesz być nawet kobietą i jedyne co z tym mundialem masz wspólnego to kłótnia z chłopakiem o podawanie w trakcie piwa– musiałaś o tym słyszeć.

 

§2
Problem polega na tym że zrobiła się moda na organizowanie imprez sportowych w krajach i miejscach które chcą się wybić, które chcą położyć duży nacisk na infrastrukturę, polepszyć warunki życia obywateli danego kraju, poprzez zaproszenie do siebie obcokrajowców z całego świata i pokazania jak to dobrze u nas nie jest. Tak było u nas na euro 2012, czy się udało? No cóż. Znam ludzi którzy uważają że chodzenie przez 3 dni trzeźwym to sukces, więc idąc tą drogą interpretacji, znajdą się i tacy którzy zagorzale będą uważać, że Polska wiele zyskała dzięki euro. Osobiście nie widzę wzmożonej ilości Irlandczyków na naszych ulicach, których marzeniem, po euro, jest zwiedzanie naszego kraju.

 

§3
Brazylio, robisz to źle. Bardzo nawet rzekłbym. Przyciąganie turystów, próba odbicia się – ok. Jeżeli jednak strzelacie do ludzi na ulicach, twierdząc że dzieci w śmietnikach to nie problem to jest coś nie halo. Tym bardziej, że są to najdroższe finały mistrzostw świata w dziejach.

Tak najdroższe finały mistrzostw świata od początku ich istnienia, a ja jako osoba bardzo lubiąca takie imprezy sportowe nie mogłem obejrzeć transmisji z ceremonii otwarcia mistrzostw, a także jednej połowy meczu ze szwajcarami. Tak, wiem marudzę przecież wymaganie od biednej Brazylii aby zainwestowała w DZIAŁAJĄCY system transmisji do Europy to dużo za dużo.

 

§4
Nie jestem jedną z osób, która nie widzi problemu dantejskich scen, które odgrywają się w Brazylii , a wręcz przeciwnie jestem osobą która znajdzie problem wszędzie – wskażcie tylko gdzie mam szukać ( zapytajcie mojej drugiej połowy, życie z kimś takim to sodoma i gomora). Imprezy sportowe dla ludzi którzy je kochają są w stanie przyćmić absolutnie wszystko. Wszystko co złe i nie dobre. Wszędzie się zdarzają afery przed mistrzostwami, w Polsce przed euro była akcja z ginącymi psami, w Brazylii kaliber nieco większy, może dlatego że to mistrzostwa świata? Przyznaje szczerze że sam kiedy jestem zawładnięty oglądaniem jak Hiszpania jest molestowana przez Holandie w sportowy dozwolony sposób to zapominam o wszystkim co się dzieje w Brazylii poza bramkami stadionów. Ciężko nazwać to społeczną akceptacją, wręcz wskazywałoby to na to, że wszyscy ludzie na świecie są potworami. Może przydałby się jakiś bojkot tych mistrzostw, ale czy to pomoże tym ludziom? Czy bojkot i utopienie pieniędzy, tylu milionów byłoby dla nich korzystne? Tylko po to by pokazać nasz sprzeciw?
Rozumiem intencje Brazylii. Tylko że zabrnęli za daleko i sądzę że nie spodziewali się takiego obrotu sytuacji wywołanej przez ludzi którzy tworzą ten naród – myśleli że ich miłość do piłki wszystko przezwycięży, okazuje się że miłość do kromki chleba i własnych dzieci aby te nie poumierały z głodu jest silniejsza.

 

SJB

 

————————

 

 

Chleba i igrzysk
Witamy ponownie w starożytnym Rzymie. Gdzie dla tłumu najważniejsze są igrzyska i chleb. Tylko co zrobić gdy nie ma chleba? Jedzcie bułki. Ewentualnie gryźcie trawę z murawy.

 

Pieniądz robi pieniądz
Futbol to ogromna machina finansowa. To niesamowite pieniądze za graczy, ogromne budżety klubowe, wielkie koszty, jeszcze większe kwoty i przedsięwzięcia robione z ogromnym rozmachem. Dlaczego akurat piłka nożna, a nie jakaś inna dyscyplina? Ciężko mi powiedzieć, sam do końca nie rozumiem tego fenomenu. Piłkę oglądam sporadycznie, fanem jakimś specjalnym nie jestem. Czasami zdarza mi się zagrać, ale to tylko jedna z dyscyplin, w które zdarza mi się „grać” żeby utrzymać formę. Jak dla mnie piłka nożna mogłaby nie istnieć i nic by się nie stało.

Gdy patrzę na miliony wydane na stadiony, miliony trwonione na reprezentację naszego kraju, która gra gorzej niż nie jeden zespół podwórkowy to naprawdę nie widzę w tym żadnego sensu.
PZPN, który jaki jest wszyscy wiemy, reprezentacja też. Wyników brak, a piłka nadal jest nazywana naszym sportem narodowym. Takie samo kłamstwo jak mówienie, że Polska jest krajem chrześcijańskim.

Ale machina musi trwać, trzeba robić pieniądz nie zważając na nic.
Ale o co tu chodzi (poza pieniędzmi)

Jasne, sport, każdy, nawet piłka nożna ma swoje plusy. Dobra kondycja fizyczna, zdrowszy tryb życia czy miejsce dla młodych, którzy mogą coś porobić. Sport rozwija, nie raz jest też jedyną szansą na zmianę swojego statusu społecznego. Wszystko ok. Tylko czy normalny człowiek może sobie pograć na takiej murawie, na takim stadionie, który został wybudowany za miliony z między innymi jego podatków? No nie bardzo. I to jest problem.
W Polsce to jakby nadrabianie do standardów europejskich, mamy teraz miejsca gdzie mogą być większe koncerty i wydarzenia, mamy budowle na wysokim poziomie, ale czy te inwestycje się zwracają czy tylko podnoszą prestiż? No właśnie to jest ważne co się dzieje z takimi obiektami później, czy są one dobrze wykorzystywane, czy są rentowne i czy służą ludziom. A może tylko straszą i kosztują.
Takie inwestycje mają sens gdy przyniosą jakąś realną korzyść i jeśli je na nas stać. A czy Brazylię było stać? Czy te stadiony wniosą coś do życia normalnych ludzi? Czy to tylko jednorazowa przygoda?
Odnoszę wrażenie, że czasami jest nam bliżej do Brazylii i to nie za sprawą sportowych emocji, ale nierozsądnych inwestycji. Na szczęście wycofano kandydaturę Krakowa do Zimowych Igrzysk (ale miliony i tak poszły w kocioł…).

 

Na koniec posłużę się bardzo „gorzkim” żartem, który jakiś czas temu udostępnił znajomy:

„Nie rozumiem sensu organizacji wielkich imprez sportowych w miejscu gdzie pieniądze są trawione przez skorumpowanych urzędników, mieszkańcy żyją w coraz większej nędzy, nie ma środków na podstawową infrastrukturę. Gdzie ludzie giną na ulicach, dzieci chodzą do szkół z nożami, a zanieczyszczonym powietrzem ciężko oddychać. Niemniej po lokalnym referendum temat organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie możemy uznać za zamknięty”

 

 

 Józef K.

 

 

§1

W obrębie 10 km od miejsca w którym obecnie się znajduję (a jestem w centrum miasta) nie znajdę osoby, która nie słyszała o polskiej Joannie D’arc. Marysia Sokołowska bo o niej rzecz jasna mowa, to postać która wywołała u polaków równie skrajne odczucia jak katastrofa w Smoleńsku. Jedni ją podziwiają, inni uważają że był to specjalny przemyślany zabieg PR który miał ją wynieść na pierwsze strony gazet (co się zresztą udało, bez względu na intencje głównej zainteresowanej).

Moja pierwsza reakcja na jej wyniosłość i zachowanie? Śmiech.

 

§2

Poważnie? Siedemnastolatka z niesamowicie ugruntowanymi poglądami politycznymi, które uderzają w skrajną prawicę, a dodatkowo media kreują ją na dorosłą osobę wiedzącą czego chce i nie boi się publicznie wyrażać swojego zdania? Przecież tak młoda osoba nawet nie wie czy już kocha Ryana Gosslinga czy jeszcze Edwarda ze zmierzchu. Siedemnastolatka jest na tyle niezdecydowana że jednego dnia ubiera do szkoły (!) koszulkę Slipknota, a dzień później ma dredy i mówi że słuchała reggae od zawsze. Powiecie że kieruję się stereotypami? Ok racja. Ale używam przerysowania do podkreślenia pewnej bardzo istotnej kwestii. Ktoś kto chociaż przez chwilę interesował się jednostkami biorącymi udział w teatrzyku o nazwie polityka wie doskonale jak zmienne są poglądy ludzi dojrzałych w wieku 30-40 lat więc jak mam patrzeć na nastolatkę, która w mojej opinii nie jest żadną bohaterką.

Jest dziewczyną, która według mnie celowo zrobiła wokół siebie zamieszanie, a w tym momencie bazuje na tym nie wiedząc sama jaką krzywdę może sobie zrobić. Powiedzenie publicznie Premierowi że jest zdrajcą, na pewno posiada pewne znamiona odwagi cywilnej, lecz jest wyznacznikiem poziomu braku wiedzy. Słowo zdrajca jest dziś na prawdę nadużywane. Natomiast następstwo jej zachowania jakim było nie przyjęcie kwiatów od Premiera, było z kolei jawnym brakiem odpowiedniego zachowania się. Chciałaś być osobą publiczną? Jesteś brawo. W takim razie zachowuj się jak osoba publiczna i nie wykazuj braku wychowania. No ale gwiazda została właśnie twarzą którą chciałyby pozyskać na pewno ruch narodowy, młodzież wszechpolska, knp i cała reszta. Zrobią z niej swoją Natalie Siwiec.

 

§3

Nie chciałbym być odebrany jako zagorzały obrońca Premiera i jego świty, zresztą osoby które od czasu do czasu czytają nasze wpisy znają doskonale moje podejście do sceny polskiej polityki – na której niestety obecnie występują sami kiepscy aktorzy, ale nie chodzi o osobę do której Pani Sokołowska się zwróciła lecz sposób w jaki to zrobiła wiedząc o publicznych konsekwencjach jakie to za sobą pociągnie. Dla mnie? Obraz i definicja roszczeniowego stylu życia dzisiejszych wkraczających w wiek dorosłości ludzi. Znam pewną osobę która mogłaby być odpowiednikiem Marysi Sokołowskiej na mniejszą skalę i przerażające jest to że logiczne argumenty dotyczące ich zachowania trafiają do nich tak jak piłka strzelona przez polską reprezentację piłki nożnej na bramkę przeciwnika – nie trafiają. Definiowanie swoich poglądów politycznych w tak wyrazisty i skrajny sposób w takim wieku może doprowadzić do wielu problemów, a także wstydu, gdy być może (szczerze im tego życzę) za parę lat pójdą po rozum do głowy i zrozumieją swoje zachowania.

 

SJB

 

 

——————————————

 

 

Pokolenie roszczeniowe

 

Wiele się mówi o tym, że młode pokolenie ma bardzo roszczeniowe podejście. Dziwią się, że nie mają pracy po studiach, że są pyskaci, że są chamscy i brak im kindersztuby. Jednym z powodów takiego pokolenia jest opisywana od prawa do lewa Marysia S. Dlaczego nastolatkowie są tacy? No cóż jeśli sam Premier zamiast zbagatelizować lub krótko acz dosadnie odpowiedzieć pyskatej nastolatce, wysyła jej kwiaty, to mamy przyczynę. To pokolenie, które jest rozpieszczone i rozwydrzone przez rodziców i starsze pokolenia. Rekompensują to czego sami nie mieli za czasów komuny. To pokolenie bezstresowego wychowania. Pokolenie, które uważa, że im się wszystko należy, za nic. Później mamy „Surowych rodziców” i Marysię jako skutek takiego wychowania.

 

 

Popularność i populizm

 

Zawsze gdy jest źle, gdy jest nieciekawie, gdy mamy kryzys to nasila się populizm. Teraz łatwiej o głoszenie takich haseł, mamy Internet, łatwiej dotrzeć do ludzi, szybciej, omijając większe media. Łatwiej jest populistom uzyskać publiczność. W starych mediach też ich zresztą pełno. Tylko to już starzy wyjadacze, którym ciężko zabrać stołki. Łatwo i szybko można uzyskać popularność, ale równie szybko można ją stracić. Celebryci i cewebryci wszelkiej maści, czy to polityczni czy idiotyczni przewijają się jak w kalejdoskopie. Dlaczego ich jest pełno? Bo łatwo i co raz łatwiej „błysnąć”, bo ludzie są co raz głupsi, bo media sięgają dna. Media narzekają, że odbiorca jest co raz głupszy. Same to kreują wciskając tą papkę. Naprawdę tak ważnym tematem jest smarkata i niewychowana nastolatka? Jeśli ktoś nie ma jeszcze prawa do głosu to niech nie zajmuje się polityką.

 

Na szczęście nie całe pokolenie jest takie jak kreują i pokazują to media.

 

Józef K.

ktora-polske-wolis

§1

W minionym tygodniu wiele się działo prawda?

Obama i inne głowy państw z wszelkich zakątków świata,
zakorkowana Warszawa, wszechobecne kwejki i inne tego typu podobne nabijające się z Barracka komentującego nasz polski produkt eksportowy którym jest gra Wiedźmin.
Nie powiem dobra gra, szkoda że Pan Prezydent Stanów Zjednoczonych nie próbował w nią grać, może HBO by się zainteresowało Wiedźminem i nakręcili by serial ?

 

 

§2

25 lat. To dużo czy mało? Według mojej opinii w kategorii rozpatrywania tego czasu jako 25 lat wolności to dość małe widełki czasowe. Wszyscy narzekamy – to uroki naszego jestestwa, ale czy naprawdę jest aż tak źle?
Ciężko powiedzieć mi jak było w latach osiemdziesiątych i wcześniej, lecz pamiętam dość dobrze lata 90. Miały one pewien urok, kanciaste samochody, pierwsze wolne reklamy, które prześcigały się swoimi ,,zabawnymi‘‘ sloganami, ilość wspominających czasy PRL sięgająca górnej granicy, stare autobusy, dużo barów mlecznych i azbestowe budynki.

W taki sposób zapamiętałem lata 90.

Będąc szczerym do tej pory sam narzekałem na wszystko co jest możliwe mówiąc, że dało by się to zrobić lepiej na przełomie lat, ALE dziś gdy pomyślę ile rzeczy się zmieniło od 25 lat ( oczywiście nie jesteśmy Dubajem, który w czasie 15 lat z pustyni zrodził małą metropolię ), to uważam że nie jest tak źle jak być by mogło. Owszem można było lepiej poprowadzić gospodarkę, można było pomóc przedsiębiorcom w inny sposób niż łapówkami aby ci lepiej prosperowali, ale mogło być dużo, dużo gorzej.

Co widzisz dziś gdy patrzysz przez okno komunikacji miejskiej?
Jeżeli mieszkasz w większym mieście nie siedzisz już na starych siedzeniach gdzie sprężyna wbija ci się w tyłek, lub gąbka z nich wypada lecz na przyjemnych w miarę schludnie wyglądających siedzeniach. Coś się zmienia w tym kraju, zaczyna być nowoczesny. Jeżeli mówimy o infrastrukturze nie jest to poziom niemieckich autostrad, jednak nie jest to także poziom Litwy czy Ukrainy. Wieżowce piętrzą się wszędzie ( choć być może ze względu na moje zamiłowanie do drapaczy chmur, mogę nie być subiektywny i dlatego odbieram to jako pozytyw), co z kolei świadczy o tym że na nasz rynek wchodzą zachodni przedsiębiorcy i duże firmy, które mimo mojego zamiłowania i szacunku dla polskich przedsiębiorców są w stanie zagwarantować miejsca pracy, które są dość dobrze płatne – a tych ciągle nam brakuje.

 

 

§3

Nie chcę dużo pisać na zakończenie.
Pragnę jedynie skłonić do tego by na chwilę stanąć i zastanowić się jak było jeszcze 10 lat temu i czy naprawdę jest aż tak źle biorąc pod uwagę to co nas otacza. Na pewno odpowiedź będzie inna w zależności od tego w którym miejscu aktualnie czytasz ten skromny wywód, ale mimo to postaraj się dostrzec pozytyw nawet w głupiej elektronicznej tablicy z rozkładem jazdy na przystanku. Zobaczymy co przyniesie kolejne 25 lat.

 

SJB

 

—————————————————————————————————————————-

 

Rocznica pierwszych wolnych wyborów w Polsce.
Wszędzie pełno podsumowań, porównań, analiz. Historia Polski po drugiej wojnie światowej jak i po upadku komunizmu jest przedmiotem niekończących się sporów. Cały czas mamy do czynienia z narodową schizofrenią. Z jednej strony wszędzie spiski i agenci obcych wywiadów, a z drugiej „jest super, więc o co Ci chodzi”.

Jesteśmy trochę za młodzi żeby porównywać to co było z tym co jest teraz. Jesteśmy niejako dziećmi tej wolności. Więc zaproponowałem żebyśmy napisali czym jest ta wolność dla Nas.

 

 

Inwigilacja to nie wolność
Pod tym hasłem odbywa się akcja zorganizowana przez Fundację Panoptykon. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę prezydenta USA na sprawę inwigilacji przez służby specjalne takie jak NSA obywateli wielu krajów, w tym Polski.
Prawda jest taka, że poświęcamy świadomie bądź też nie, sporą część naszej wolność w imię bezpieczeństwa. Nie raz na to przyzwalamy, nie raz nie, ale to się dzieje na co dzień. Jesteśmy inwigilowani przez różne służby, nasze poglądy, informacje, nie raz te prywatne są analizowane. Pytanie czy to odpowiednia cena za bezpieczeństwo? Wielu stawia bezpieczeństwo i stabilizację ponad wolność. Trochę jak za tych czasów sprzed 25 lat. Wielki Brat patrzy. Wielki Brat może ukarać. A czy sprawiedliwie? Sprawiedliwość jest ślepa i może nam odebrać resztki wolności osadzając w zakładzie zamkniętym. Ale czy taka akcja Panoptykonu jak ta dzisiejsza mogłaby się odbyć gdybyśmy nie mieli tej wolności? Czy to tylko jej namiastka?

 

 

Wolność słowa
Tutaj mamy wieczny problem, często spotykam się z stwierdzeniem, że nie można mówić o upadku cenzury, bo dalej ją mamy. Nie wszystko można opublikować. Nie wszystko przejdzie, nie każdy pogląd spotka się przyjęciem. Nie, napisać możesz wszystko, ale musisz liczyć z tego konsekwencjami. To jest główny problem. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czy to publikując zdjęcia, czy niewygodne poglądy czy też oszczerczy komentarz. Ludzie myślą, że wolność do publikacji to totalna samowola. Może kiedyś. Dziś co raz częściej musimy liczyć się z konsekwencjami publikowania własnego zdania. Kiedyś nie każdy mógł publikować, dziś jest to łatwiejsze, chociażby przez Internet, ale zapominamy o tym, że za każdy czyn ponosimy konsekwencje.

 

 

Wolność myśli
Coś czego chyba nikt i żaden ustrój czy rząd odebrać nie może i dla mnie prawdziwa definicja wolności. To co myślisz to Twoja wolność. Twój prawdziwy świat, twoje prawdziwe oręże w walce czy to ze światem czy to z samym sobą.
Niektórzy próbują manipulować myślami, narzucać swoje poglądy, swoje myśli i chcą by wszyscy myśleli tak samo, by nie wychodzili za schemat. Póki potrafimy stawić temu opór nie jest źle, bo mamy swoją ostoję wolności we własnej głowie.

 

 

Wolność podróżowania
Coś co młode pokolenie często definiuje jako wolność. Jak się nie podoba może spakować manatki i gdzieś wyjechać. Chcesz pracować za granicą? Nie ma większego problemu. Jesteśmy obywatelami świata, możemy podróżować, zwiedzać, coś co dla starszego pokolenia było nie do pomyślenia.

 

 

Wolność ma rożne definicje, wolność mamy w różnych strefach czy to poglądów czy zachowań, ale nie zapominajmy, że wolność to także umiejętność stawiania sobie ograniczeń. Są to ograniczenia moralne, etyczne czy też wartości. Chcesz być wolny? Postaw sobie mur żebyś jej nie stracił i wiedział gdzie i kiedy się skończy. Nie ważne czy Twój mur będzie pancerną szybą chroniącą Cię na mównicy czy będzie Twoimi zasadami moralnymi. Znajdź go, a pękną mury, które narzucają Ci inni.

 

Józef K.

 

 

 

 

 

Krótki wstęp i wytłumaczenie

Do notki zbierałem się tyle ile Rząd do rozwiązań problemów. Długo, za długo. O tyle dobrze, że nie ja nie czekam z decyzjami do zbliżających się wyborów. Za tą opieszałość przepraszam zarówno czytelników jak i SJB.

Dlaczego mimo tego, że minęło tyle czasu zdecydowałem się jednak ustosunkować do tego tematu, który wydaje się nieaktualny? Bo jest aktualny, bo problem osób niepełnosprawnych w naszym kraju i ich opiekunów to duży problem, o którym się prawie nie mówi. I o dziwo do problemu podszedłem od innej strony. Zupełnie innej.

Józef K.

 

W ciągu ostatnich paru dni jesteśmy wręcz ,,zasypywani‘‘ informacjami w mediach, które dotyczą protestu rodziców niepełnosprawnych dzieci w sejmie.
No tak, jak nie wojna to chore dzieci.

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-protest-rodzicow-osob-niepelnosprawnych-nie-ustaje-trzeba-si,nId,1400638

Welcome in media world Neo.

§1

Ja rozumiem. Ja naprawdę rozumiem że jest to swojego rodzaju akt desperacji ze strony rodziców – rozumiem że nie posiadają środków do życia, oraz pielęgnowania swoich dzieci.

Ale.

Ale nie rozumiem tego że politycy mając pełną świadomość tego co się stanie rozwiązali sytuację w taki a nie inny sposób.

Dawanie ludziom pieniędzy ,,do ręki‘‘ jest zawsze najgorszym rozwiązaniem. W efekcie dziś pod sejmem mamy już miasteczko ludzi którzy opiekują się swoimi dorosłymi członkami rodziny którzy są niepełnosprawni. Nie mam im tego za złe, broń boże – należy im się jak psu buda, no bo w zasadzie jaka jest różnica między niepełnosprawnym dzieckiem a niepełnosprawnym dorosłym? Jedno i drugie wymaga szczególnej opieki oraz poświecenia czasu.

w/w sytuacja to efekt szybko podjętej nie przemyślanej decyzji rządu o wręczeniu tym ludziom pieniążków na konto co miesiąc od maja b.r.

Na miejscu rządzących bałbym się że za tydzień okupować hole sejmowe zaczną np. Cukrzycy. Poważnie.

§2
Jakie inne rozwiązanie widziałbym dla tej sytuacji?

Rozwiązanie bezgotówkowe. Wymagałoby to jednak dużego nakładu pracy oraz czasu, aby wszystko sprawnie działało, nie mniej jednak zapewniłoby płynną kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi. Np. Otwarcie wyspecjalizowanych ośrodków coś w rodzaju ,,przedszkola dla dzieci i dorosłych niepełnosprawnych‘‘ które nie odpłatnie zajmowałyby się takimi osobami pod nieobecność osób sprawujących nad nimi pieczę. Odpowiednie przystosowanie takich ośrodków sprawiłoby iż osoby które do tej pory siedzą w domu i pracują, mogłyby pozwolić sobie na a) własne życie, b) pracę która być może swoją płacą przewyższałaby tę minimalną którą otrzymywać będzie od rządu od 2016 r. c) dała gwarancje tego iż nie powstawałyby sytuacje patologiczne.

Nie oszukujmy się jesteśmy Polakami. 50% tego społeczeństwa kombinuje jak wykiwać państwo na pieniądze a drugie 50% narzeka bo nie ma takiej możliwości. Być może są to drastyczne przypadki, ale niestety musimy się pogodzić z tym że jednostki które celowo będą wykorzystywać najnowsze zmiany zaistnieją. Mogą pojawić się patologiczne sytuacje w których ludzie będą adoptować dzieci niepełnosprawne, a pieniądze z tego wynikające będą wydawać na zupełnie inne rzeczy i podnoszenie własnego standardu życia kosztem, wystarczająco już skrzywdzonej osoby.

Nie jest to łatwa sytuacja, i rozumiem że wymagała natychmiastowego działania.
Mimo to brak przewidywania możliwych scenariuszy przez polityków jest zatrważający. W/w sytuacja powinna otrzymać miano przejściowego a nie końcowego rozwiązania.

SJB

Być jak niepełnosprawny

Dla młodej osoby, pełnej wigoru i siły. Radzącej sobie w życiu samemu nagła strata samodzielności jest czymś strasznym. Wypadek, szpital, lekarze. Jesteś przykutym do łóżka, nie widzisz, nie możesz chodzić, nie czujesz. Jesteś całkowicie lub częściowo zdanym na czyjąś łaskę. Na to, że ktoś się tobą zaopiekuje. A ten ktoś musi poświęcać Ci swój czas, musi się wyrzec pewnych rzeczy, nie raz nawet pracy i kariery, nie raz szkoły, nie raz całe swoje życie nagle, bądź też od urodzenia podporządkować Tobie. Nawet możesz nie mieć tego świadomości.
Niepełnosprawność może być różna. Możesz się z nią urodzić, a możesz ją nabyć. Możesz być jej świadomy bądź też nie.

Nikomu nie życzę by stał się naprawdę niepełnosprawny by poczuł na własnej skórze co znaczy być w pełni zależnym od drugiej osoby, ale możecie spróbować jak to jest nie powodując uszczerbku na swoim zdrowiu.

W Centrum Eksperyment w Gdyni jak i w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie macie do dyspozycji wózek inwalidzki i tor przeszkód. Wydają się błahe, póki nie usiądziecie na miejscu i nie spróbujecie ich przejechać. Później porównajcie jak wyglądają nasze chodniki i podjazdy do domów, jak wygląda cały otaczający nas świat i jak jest nieprzyjazny dla osób niepełnosprawnych.

A świat to nie tylko przeszkody budowlane, ale też ludzie. Osoby niepełnosprawne umysłowo często są wyśmiewane przez ich wygląd, zachowanie, sposób poruszania się. To szczeniackie zachowanie nie raz dotyka i dojrzałych ludzi. Niejedni boją się osób niepełnosprawnych, nie potrafią oswoić się z nimi w przestrzeni publicznej. Boją się, bo nie rozumieją w jaki sposób oni komunikują się ze światem. Boją się nieprzewidywalności ich zachowań, boją się tego co jest odmienne.

Mając do czynienia z osobami niepełnosprawnymi umysłowo sam poczułem się niepełnosprawny, emocjonalnie. Radość jaką potrafią okazywać, to jak cieszą się z małych rzeczy, w jaki sposób potrafią przekazywać i okazywać emocje i uczucia. Są bardziej ludzcy niż my na co dzień. To z jakim przejęciem opowiadają, jak się komunikują ze światem i ludźmi jest czasami ciężkie do zrozumienia. Komunikacja wymaga pewnej wprawy, ale gdy już zaczyna się pojmować ten sposób to widzimy szczerość i otwartość jakiej nie sposób zaznać u „sprawnych” ludzi.

Żeby zrozumieć osoby niepełnosprawne trzeba się przełamać. Przełamać nie tylko fale, ale też ludzkie serca.
Może te protesty były potrzebne nie tylko, żeby odzyskać należne opiekunom pieniądze, ale też żeby ludzie zaczęli zwrócili uwagę po raz kolejny na osoby niepełnosprawne i na to jak są często spychane na margines opinii publicznej wraz ze swoimi opiekunami.

Przełamując nie tylko fale to stowarzyszenie na rzecz osób niepełnosprawnych. Robią coś innego niż większość tego typu stowarzyszeń. Oni organizują rejs. Tak, rejs, tak dla niepełnosprawnych. Taki rejs to niesamowite przeżycie dla nich, potrafią jest wspominać miesiącami. Daje im radość. Stowarzyszenie prowadzą ludzie z pasją, którzy połączyli swoje zamiłowanie do żeglarstwa z pomocą innym. Idea wydawała mi się z początku dziwna, rejs dla niepełnosprawnych? Po co? Czy to rozsądne? Odpowiedź stała się dla mnie jasna gdy poznałem podopiecznych i ekipę ludzi będących w tym stowarzyszeniu. Żeby mieli radość z życia. Dla nas może się to wydawać tylko rejsem. Dla nich to niesamowita przygoda. Oni wszystko odczuwają bardziej. Wszystko przeżywają bardziej. Każdy ma jakieś marzenia, także niepełnosprawni, każdy ma prawo do radości. Także dlaczego im jej nie dać? Im i ich opiekunom. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zajrzyjcie na http://www.pntf.pl/ , a skoro SJB pisał o finansach to możecie ich wesprzeć groszem lub 1% podatku.

Józef K.