Społeczeństwo

§1
Nie było osoby na świecie która ma dostęp do podstawowych mediów która by nie słyszała o fali protestów ,,bohaterskich akcjach policji‘‘ w walce z kartelami narkotykowymi etc. przy okazji mundialu. Możesz być nawet kobietą i jedyne co z tym mundialem masz wspólnego to kłótnia z chłopakiem o podawanie w trakcie piwa– musiałaś o tym słyszeć.

 

§2
Problem polega na tym że zrobiła się moda na organizowanie imprez sportowych w krajach i miejscach które chcą się wybić, które chcą położyć duży nacisk na infrastrukturę, polepszyć warunki życia obywateli danego kraju, poprzez zaproszenie do siebie obcokrajowców z całego świata i pokazania jak to dobrze u nas nie jest. Tak było u nas na euro 2012, czy się udało? No cóż. Znam ludzi którzy uważają że chodzenie przez 3 dni trzeźwym to sukces, więc idąc tą drogą interpretacji, znajdą się i tacy którzy zagorzale będą uważać, że Polska wiele zyskała dzięki euro. Osobiście nie widzę wzmożonej ilości Irlandczyków na naszych ulicach, których marzeniem, po euro, jest zwiedzanie naszego kraju.

 

§3
Brazylio, robisz to źle. Bardzo nawet rzekłbym. Przyciąganie turystów, próba odbicia się – ok. Jeżeli jednak strzelacie do ludzi na ulicach, twierdząc że dzieci w śmietnikach to nie problem to jest coś nie halo. Tym bardziej, że są to najdroższe finały mistrzostw świata w dziejach.

Tak najdroższe finały mistrzostw świata od początku ich istnienia, a ja jako osoba bardzo lubiąca takie imprezy sportowe nie mogłem obejrzeć transmisji z ceremonii otwarcia mistrzostw, a także jednej połowy meczu ze szwajcarami. Tak, wiem marudzę przecież wymaganie od biednej Brazylii aby zainwestowała w DZIAŁAJĄCY system transmisji do Europy to dużo za dużo.

 

§4
Nie jestem jedną z osób, która nie widzi problemu dantejskich scen, które odgrywają się w Brazylii , a wręcz przeciwnie jestem osobą która znajdzie problem wszędzie – wskażcie tylko gdzie mam szukać ( zapytajcie mojej drugiej połowy, życie z kimś takim to sodoma i gomora). Imprezy sportowe dla ludzi którzy je kochają są w stanie przyćmić absolutnie wszystko. Wszystko co złe i nie dobre. Wszędzie się zdarzają afery przed mistrzostwami, w Polsce przed euro była akcja z ginącymi psami, w Brazylii kaliber nieco większy, może dlatego że to mistrzostwa świata? Przyznaje szczerze że sam kiedy jestem zawładnięty oglądaniem jak Hiszpania jest molestowana przez Holandie w sportowy dozwolony sposób to zapominam o wszystkim co się dzieje w Brazylii poza bramkami stadionów. Ciężko nazwać to społeczną akceptacją, wręcz wskazywałoby to na to, że wszyscy ludzie na świecie są potworami. Może przydałby się jakiś bojkot tych mistrzostw, ale czy to pomoże tym ludziom? Czy bojkot i utopienie pieniędzy, tylu milionów byłoby dla nich korzystne? Tylko po to by pokazać nasz sprzeciw?
Rozumiem intencje Brazylii. Tylko że zabrnęli za daleko i sądzę że nie spodziewali się takiego obrotu sytuacji wywołanej przez ludzi którzy tworzą ten naród – myśleli że ich miłość do piłki wszystko przezwycięży, okazuje się że miłość do kromki chleba i własnych dzieci aby te nie poumierały z głodu jest silniejsza.

 

SJB

 

————————

 

 

Chleba i igrzysk
Witamy ponownie w starożytnym Rzymie. Gdzie dla tłumu najważniejsze są igrzyska i chleb. Tylko co zrobić gdy nie ma chleba? Jedzcie bułki. Ewentualnie gryźcie trawę z murawy.

 

Pieniądz robi pieniądz
Futbol to ogromna machina finansowa. To niesamowite pieniądze za graczy, ogromne budżety klubowe, wielkie koszty, jeszcze większe kwoty i przedsięwzięcia robione z ogromnym rozmachem. Dlaczego akurat piłka nożna, a nie jakaś inna dyscyplina? Ciężko mi powiedzieć, sam do końca nie rozumiem tego fenomenu. Piłkę oglądam sporadycznie, fanem jakimś specjalnym nie jestem. Czasami zdarza mi się zagrać, ale to tylko jedna z dyscyplin, w które zdarza mi się „grać” żeby utrzymać formę. Jak dla mnie piłka nożna mogłaby nie istnieć i nic by się nie stało.

Gdy patrzę na miliony wydane na stadiony, miliony trwonione na reprezentację naszego kraju, która gra gorzej niż nie jeden zespół podwórkowy to naprawdę nie widzę w tym żadnego sensu.
PZPN, który jaki jest wszyscy wiemy, reprezentacja też. Wyników brak, a piłka nadal jest nazywana naszym sportem narodowym. Takie samo kłamstwo jak mówienie, że Polska jest krajem chrześcijańskim.

Ale machina musi trwać, trzeba robić pieniądz nie zważając na nic.
Ale o co tu chodzi (poza pieniędzmi)

Jasne, sport, każdy, nawet piłka nożna ma swoje plusy. Dobra kondycja fizyczna, zdrowszy tryb życia czy miejsce dla młodych, którzy mogą coś porobić. Sport rozwija, nie raz jest też jedyną szansą na zmianę swojego statusu społecznego. Wszystko ok. Tylko czy normalny człowiek może sobie pograć na takiej murawie, na takim stadionie, który został wybudowany za miliony z między innymi jego podatków? No nie bardzo. I to jest problem.
W Polsce to jakby nadrabianie do standardów europejskich, mamy teraz miejsca gdzie mogą być większe koncerty i wydarzenia, mamy budowle na wysokim poziomie, ale czy te inwestycje się zwracają czy tylko podnoszą prestiż? No właśnie to jest ważne co się dzieje z takimi obiektami później, czy są one dobrze wykorzystywane, czy są rentowne i czy służą ludziom. A może tylko straszą i kosztują.
Takie inwestycje mają sens gdy przyniosą jakąś realną korzyść i jeśli je na nas stać. A czy Brazylię było stać? Czy te stadiony wniosą coś do życia normalnych ludzi? Czy to tylko jednorazowa przygoda?
Odnoszę wrażenie, że czasami jest nam bliżej do Brazylii i to nie za sprawą sportowych emocji, ale nierozsądnych inwestycji. Na szczęście wycofano kandydaturę Krakowa do Zimowych Igrzysk (ale miliony i tak poszły w kocioł…).

 

Na koniec posłużę się bardzo „gorzkim” żartem, który jakiś czas temu udostępnił znajomy:

„Nie rozumiem sensu organizacji wielkich imprez sportowych w miejscu gdzie pieniądze są trawione przez skorumpowanych urzędników, mieszkańcy żyją w coraz większej nędzy, nie ma środków na podstawową infrastrukturę. Gdzie ludzie giną na ulicach, dzieci chodzą do szkół z nożami, a zanieczyszczonym powietrzem ciężko oddychać. Niemniej po lokalnym referendum temat organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie możemy uznać za zamknięty”

 

 

 Józef K.

 

 

§1

W obrębie 10 km od miejsca w którym obecnie się znajduję (a jestem w centrum miasta) nie znajdę osoby, która nie słyszała o polskiej Joannie D’arc. Marysia Sokołowska bo o niej rzecz jasna mowa, to postać która wywołała u polaków równie skrajne odczucia jak katastrofa w Smoleńsku. Jedni ją podziwiają, inni uważają że był to specjalny przemyślany zabieg PR który miał ją wynieść na pierwsze strony gazet (co się zresztą udało, bez względu na intencje głównej zainteresowanej).

Moja pierwsza reakcja na jej wyniosłość i zachowanie? Śmiech.

 

§2

Poważnie? Siedemnastolatka z niesamowicie ugruntowanymi poglądami politycznymi, które uderzają w skrajną prawicę, a dodatkowo media kreują ją na dorosłą osobę wiedzącą czego chce i nie boi się publicznie wyrażać swojego zdania? Przecież tak młoda osoba nawet nie wie czy już kocha Ryana Gosslinga czy jeszcze Edwarda ze zmierzchu. Siedemnastolatka jest na tyle niezdecydowana że jednego dnia ubiera do szkoły (!) koszulkę Slipknota, a dzień później ma dredy i mówi że słuchała reggae od zawsze. Powiecie że kieruję się stereotypami? Ok racja. Ale używam przerysowania do podkreślenia pewnej bardzo istotnej kwestii. Ktoś kto chociaż przez chwilę interesował się jednostkami biorącymi udział w teatrzyku o nazwie polityka wie doskonale jak zmienne są poglądy ludzi dojrzałych w wieku 30-40 lat więc jak mam patrzeć na nastolatkę, która w mojej opinii nie jest żadną bohaterką.

Jest dziewczyną, która według mnie celowo zrobiła wokół siebie zamieszanie, a w tym momencie bazuje na tym nie wiedząc sama jaką krzywdę może sobie zrobić. Powiedzenie publicznie Premierowi że jest zdrajcą, na pewno posiada pewne znamiona odwagi cywilnej, lecz jest wyznacznikiem poziomu braku wiedzy. Słowo zdrajca jest dziś na prawdę nadużywane. Natomiast następstwo jej zachowania jakim było nie przyjęcie kwiatów od Premiera, było z kolei jawnym brakiem odpowiedniego zachowania się. Chciałaś być osobą publiczną? Jesteś brawo. W takim razie zachowuj się jak osoba publiczna i nie wykazuj braku wychowania. No ale gwiazda została właśnie twarzą którą chciałyby pozyskać na pewno ruch narodowy, młodzież wszechpolska, knp i cała reszta. Zrobią z niej swoją Natalie Siwiec.

 

§3

Nie chciałbym być odebrany jako zagorzały obrońca Premiera i jego świty, zresztą osoby które od czasu do czasu czytają nasze wpisy znają doskonale moje podejście do sceny polskiej polityki – na której niestety obecnie występują sami kiepscy aktorzy, ale nie chodzi o osobę do której Pani Sokołowska się zwróciła lecz sposób w jaki to zrobiła wiedząc o publicznych konsekwencjach jakie to za sobą pociągnie. Dla mnie? Obraz i definicja roszczeniowego stylu życia dzisiejszych wkraczających w wiek dorosłości ludzi. Znam pewną osobę która mogłaby być odpowiednikiem Marysi Sokołowskiej na mniejszą skalę i przerażające jest to że logiczne argumenty dotyczące ich zachowania trafiają do nich tak jak piłka strzelona przez polską reprezentację piłki nożnej na bramkę przeciwnika – nie trafiają. Definiowanie swoich poglądów politycznych w tak wyrazisty i skrajny sposób w takim wieku może doprowadzić do wielu problemów, a także wstydu, gdy być może (szczerze im tego życzę) za parę lat pójdą po rozum do głowy i zrozumieją swoje zachowania.

 

SJB

 

 

——————————————

 

 

Pokolenie roszczeniowe

 

Wiele się mówi o tym, że młode pokolenie ma bardzo roszczeniowe podejście. Dziwią się, że nie mają pracy po studiach, że są pyskaci, że są chamscy i brak im kindersztuby. Jednym z powodów takiego pokolenia jest opisywana od prawa do lewa Marysia S. Dlaczego nastolatkowie są tacy? No cóż jeśli sam Premier zamiast zbagatelizować lub krótko acz dosadnie odpowiedzieć pyskatej nastolatce, wysyła jej kwiaty, to mamy przyczynę. To pokolenie, które jest rozpieszczone i rozwydrzone przez rodziców i starsze pokolenia. Rekompensują to czego sami nie mieli za czasów komuny. To pokolenie bezstresowego wychowania. Pokolenie, które uważa, że im się wszystko należy, za nic. Później mamy „Surowych rodziców” i Marysię jako skutek takiego wychowania.

 

 

Popularność i populizm

 

Zawsze gdy jest źle, gdy jest nieciekawie, gdy mamy kryzys to nasila się populizm. Teraz łatwiej o głoszenie takich haseł, mamy Internet, łatwiej dotrzeć do ludzi, szybciej, omijając większe media. Łatwiej jest populistom uzyskać publiczność. W starych mediach też ich zresztą pełno. Tylko to już starzy wyjadacze, którym ciężko zabrać stołki. Łatwo i szybko można uzyskać popularność, ale równie szybko można ją stracić. Celebryci i cewebryci wszelkiej maści, czy to polityczni czy idiotyczni przewijają się jak w kalejdoskopie. Dlaczego ich jest pełno? Bo łatwo i co raz łatwiej „błysnąć”, bo ludzie są co raz głupsi, bo media sięgają dna. Media narzekają, że odbiorca jest co raz głupszy. Same to kreują wciskając tą papkę. Naprawdę tak ważnym tematem jest smarkata i niewychowana nastolatka? Jeśli ktoś nie ma jeszcze prawa do głosu to niech nie zajmuje się polityką.

 

Na szczęście nie całe pokolenie jest takie jak kreują i pokazują to media.

 

Józef K.

ktora-polske-wolis

§1

W minionym tygodniu wiele się działo prawda?

Obama i inne głowy państw z wszelkich zakątków świata,
zakorkowana Warszawa, wszechobecne kwejki i inne tego typu podobne nabijające się z Barracka komentującego nasz polski produkt eksportowy którym jest gra Wiedźmin.
Nie powiem dobra gra, szkoda że Pan Prezydent Stanów Zjednoczonych nie próbował w nią grać, może HBO by się zainteresowało Wiedźminem i nakręcili by serial ?

 

 

§2

25 lat. To dużo czy mało? Według mojej opinii w kategorii rozpatrywania tego czasu jako 25 lat wolności to dość małe widełki czasowe. Wszyscy narzekamy – to uroki naszego jestestwa, ale czy naprawdę jest aż tak źle?
Ciężko powiedzieć mi jak było w latach osiemdziesiątych i wcześniej, lecz pamiętam dość dobrze lata 90. Miały one pewien urok, kanciaste samochody, pierwsze wolne reklamy, które prześcigały się swoimi ,,zabawnymi‘‘ sloganami, ilość wspominających czasy PRL sięgająca górnej granicy, stare autobusy, dużo barów mlecznych i azbestowe budynki.

W taki sposób zapamiętałem lata 90.

Będąc szczerym do tej pory sam narzekałem na wszystko co jest możliwe mówiąc, że dało by się to zrobić lepiej na przełomie lat, ALE dziś gdy pomyślę ile rzeczy się zmieniło od 25 lat ( oczywiście nie jesteśmy Dubajem, który w czasie 15 lat z pustyni zrodził małą metropolię ), to uważam że nie jest tak źle jak być by mogło. Owszem można było lepiej poprowadzić gospodarkę, można było pomóc przedsiębiorcom w inny sposób niż łapówkami aby ci lepiej prosperowali, ale mogło być dużo, dużo gorzej.

Co widzisz dziś gdy patrzysz przez okno komunikacji miejskiej?
Jeżeli mieszkasz w większym mieście nie siedzisz już na starych siedzeniach gdzie sprężyna wbija ci się w tyłek, lub gąbka z nich wypada lecz na przyjemnych w miarę schludnie wyglądających siedzeniach. Coś się zmienia w tym kraju, zaczyna być nowoczesny. Jeżeli mówimy o infrastrukturze nie jest to poziom niemieckich autostrad, jednak nie jest to także poziom Litwy czy Ukrainy. Wieżowce piętrzą się wszędzie ( choć być może ze względu na moje zamiłowanie do drapaczy chmur, mogę nie być subiektywny i dlatego odbieram to jako pozytyw), co z kolei świadczy o tym że na nasz rynek wchodzą zachodni przedsiębiorcy i duże firmy, które mimo mojego zamiłowania i szacunku dla polskich przedsiębiorców są w stanie zagwarantować miejsca pracy, które są dość dobrze płatne – a tych ciągle nam brakuje.

 

 

§3

Nie chcę dużo pisać na zakończenie.
Pragnę jedynie skłonić do tego by na chwilę stanąć i zastanowić się jak było jeszcze 10 lat temu i czy naprawdę jest aż tak źle biorąc pod uwagę to co nas otacza. Na pewno odpowiedź będzie inna w zależności od tego w którym miejscu aktualnie czytasz ten skromny wywód, ale mimo to postaraj się dostrzec pozytyw nawet w głupiej elektronicznej tablicy z rozkładem jazdy na przystanku. Zobaczymy co przyniesie kolejne 25 lat.

 

SJB

 

—————————————————————————————————————————-

 

Rocznica pierwszych wolnych wyborów w Polsce.
Wszędzie pełno podsumowań, porównań, analiz. Historia Polski po drugiej wojnie światowej jak i po upadku komunizmu jest przedmiotem niekończących się sporów. Cały czas mamy do czynienia z narodową schizofrenią. Z jednej strony wszędzie spiski i agenci obcych wywiadów, a z drugiej „jest super, więc o co Ci chodzi”.

Jesteśmy trochę za młodzi żeby porównywać to co było z tym co jest teraz. Jesteśmy niejako dziećmi tej wolności. Więc zaproponowałem żebyśmy napisali czym jest ta wolność dla Nas.

 

 

Inwigilacja to nie wolność
Pod tym hasłem odbywa się akcja zorganizowana przez Fundację Panoptykon. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę prezydenta USA na sprawę inwigilacji przez służby specjalne takie jak NSA obywateli wielu krajów, w tym Polski.
Prawda jest taka, że poświęcamy świadomie bądź też nie, sporą część naszej wolność w imię bezpieczeństwa. Nie raz na to przyzwalamy, nie raz nie, ale to się dzieje na co dzień. Jesteśmy inwigilowani przez różne służby, nasze poglądy, informacje, nie raz te prywatne są analizowane. Pytanie czy to odpowiednia cena za bezpieczeństwo? Wielu stawia bezpieczeństwo i stabilizację ponad wolność. Trochę jak za tych czasów sprzed 25 lat. Wielki Brat patrzy. Wielki Brat może ukarać. A czy sprawiedliwie? Sprawiedliwość jest ślepa i może nam odebrać resztki wolności osadzając w zakładzie zamkniętym. Ale czy taka akcja Panoptykonu jak ta dzisiejsza mogłaby się odbyć gdybyśmy nie mieli tej wolności? Czy to tylko jej namiastka?

 

 

Wolność słowa
Tutaj mamy wieczny problem, często spotykam się z stwierdzeniem, że nie można mówić o upadku cenzury, bo dalej ją mamy. Nie wszystko można opublikować. Nie wszystko przejdzie, nie każdy pogląd spotka się przyjęciem. Nie, napisać możesz wszystko, ale musisz liczyć z tego konsekwencjami. To jest główny problem. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czy to publikując zdjęcia, czy niewygodne poglądy czy też oszczerczy komentarz. Ludzie myślą, że wolność do publikacji to totalna samowola. Może kiedyś. Dziś co raz częściej musimy liczyć się z konsekwencjami publikowania własnego zdania. Kiedyś nie każdy mógł publikować, dziś jest to łatwiejsze, chociażby przez Internet, ale zapominamy o tym, że za każdy czyn ponosimy konsekwencje.

 

 

Wolność myśli
Coś czego chyba nikt i żaden ustrój czy rząd odebrać nie może i dla mnie prawdziwa definicja wolności. To co myślisz to Twoja wolność. Twój prawdziwy świat, twoje prawdziwe oręże w walce czy to ze światem czy to z samym sobą.
Niektórzy próbują manipulować myślami, narzucać swoje poglądy, swoje myśli i chcą by wszyscy myśleli tak samo, by nie wychodzili za schemat. Póki potrafimy stawić temu opór nie jest źle, bo mamy swoją ostoję wolności we własnej głowie.

 

 

Wolność podróżowania
Coś co młode pokolenie często definiuje jako wolność. Jak się nie podoba może spakować manatki i gdzieś wyjechać. Chcesz pracować za granicą? Nie ma większego problemu. Jesteśmy obywatelami świata, możemy podróżować, zwiedzać, coś co dla starszego pokolenia było nie do pomyślenia.

 

 

Wolność ma rożne definicje, wolność mamy w różnych strefach czy to poglądów czy zachowań, ale nie zapominajmy, że wolność to także umiejętność stawiania sobie ograniczeń. Są to ograniczenia moralne, etyczne czy też wartości. Chcesz być wolny? Postaw sobie mur żebyś jej nie stracił i wiedział gdzie i kiedy się skończy. Nie ważne czy Twój mur będzie pancerną szybą chroniącą Cię na mównicy czy będzie Twoimi zasadami moralnymi. Znajdź go, a pękną mury, które narzucają Ci inni.

 

Józef K.

 

 

 

 

 

Krótki wstęp i wytłumaczenie

Do notki zbierałem się tyle ile Rząd do rozwiązań problemów. Długo, za długo. O tyle dobrze, że nie ja nie czekam z decyzjami do zbliżających się wyborów. Za tą opieszałość przepraszam zarówno czytelników jak i SJB.

Dlaczego mimo tego, że minęło tyle czasu zdecydowałem się jednak ustosunkować do tego tematu, który wydaje się nieaktualny? Bo jest aktualny, bo problem osób niepełnosprawnych w naszym kraju i ich opiekunów to duży problem, o którym się prawie nie mówi. I o dziwo do problemu podszedłem od innej strony. Zupełnie innej.

Józef K.

 

W ciągu ostatnich paru dni jesteśmy wręcz ,,zasypywani‘‘ informacjami w mediach, które dotyczą protestu rodziców niepełnosprawnych dzieci w sejmie.
No tak, jak nie wojna to chore dzieci.

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-protest-rodzicow-osob-niepelnosprawnych-nie-ustaje-trzeba-si,nId,1400638

Welcome in media world Neo.

§1

Ja rozumiem. Ja naprawdę rozumiem że jest to swojego rodzaju akt desperacji ze strony rodziców – rozumiem że nie posiadają środków do życia, oraz pielęgnowania swoich dzieci.

Ale.

Ale nie rozumiem tego że politycy mając pełną świadomość tego co się stanie rozwiązali sytuację w taki a nie inny sposób.

Dawanie ludziom pieniędzy ,,do ręki‘‘ jest zawsze najgorszym rozwiązaniem. W efekcie dziś pod sejmem mamy już miasteczko ludzi którzy opiekują się swoimi dorosłymi członkami rodziny którzy są niepełnosprawni. Nie mam im tego za złe, broń boże – należy im się jak psu buda, no bo w zasadzie jaka jest różnica między niepełnosprawnym dzieckiem a niepełnosprawnym dorosłym? Jedno i drugie wymaga szczególnej opieki oraz poświecenia czasu.

w/w sytuacja to efekt szybko podjętej nie przemyślanej decyzji rządu o wręczeniu tym ludziom pieniążków na konto co miesiąc od maja b.r.

Na miejscu rządzących bałbym się że za tydzień okupować hole sejmowe zaczną np. Cukrzycy. Poważnie.

§2
Jakie inne rozwiązanie widziałbym dla tej sytuacji?

Rozwiązanie bezgotówkowe. Wymagałoby to jednak dużego nakładu pracy oraz czasu, aby wszystko sprawnie działało, nie mniej jednak zapewniłoby płynną kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi. Np. Otwarcie wyspecjalizowanych ośrodków coś w rodzaju ,,przedszkola dla dzieci i dorosłych niepełnosprawnych‘‘ które nie odpłatnie zajmowałyby się takimi osobami pod nieobecność osób sprawujących nad nimi pieczę. Odpowiednie przystosowanie takich ośrodków sprawiłoby iż osoby które do tej pory siedzą w domu i pracują, mogłyby pozwolić sobie na a) własne życie, b) pracę która być może swoją płacą przewyższałaby tę minimalną którą otrzymywać będzie od rządu od 2016 r. c) dała gwarancje tego iż nie powstawałyby sytuacje patologiczne.

Nie oszukujmy się jesteśmy Polakami. 50% tego społeczeństwa kombinuje jak wykiwać państwo na pieniądze a drugie 50% narzeka bo nie ma takiej możliwości. Być może są to drastyczne przypadki, ale niestety musimy się pogodzić z tym że jednostki które celowo będą wykorzystywać najnowsze zmiany zaistnieją. Mogą pojawić się patologiczne sytuacje w których ludzie będą adoptować dzieci niepełnosprawne, a pieniądze z tego wynikające będą wydawać na zupełnie inne rzeczy i podnoszenie własnego standardu życia kosztem, wystarczająco już skrzywdzonej osoby.

Nie jest to łatwa sytuacja, i rozumiem że wymagała natychmiastowego działania.
Mimo to brak przewidywania możliwych scenariuszy przez polityków jest zatrważający. W/w sytuacja powinna otrzymać miano przejściowego a nie końcowego rozwiązania.

SJB

Być jak niepełnosprawny

Dla młodej osoby, pełnej wigoru i siły. Radzącej sobie w życiu samemu nagła strata samodzielności jest czymś strasznym. Wypadek, szpital, lekarze. Jesteś przykutym do łóżka, nie widzisz, nie możesz chodzić, nie czujesz. Jesteś całkowicie lub częściowo zdanym na czyjąś łaskę. Na to, że ktoś się tobą zaopiekuje. A ten ktoś musi poświęcać Ci swój czas, musi się wyrzec pewnych rzeczy, nie raz nawet pracy i kariery, nie raz szkoły, nie raz całe swoje życie nagle, bądź też od urodzenia podporządkować Tobie. Nawet możesz nie mieć tego świadomości.
Niepełnosprawność może być różna. Możesz się z nią urodzić, a możesz ją nabyć. Możesz być jej świadomy bądź też nie.

Nikomu nie życzę by stał się naprawdę niepełnosprawny by poczuł na własnej skórze co znaczy być w pełni zależnym od drugiej osoby, ale możecie spróbować jak to jest nie powodując uszczerbku na swoim zdrowiu.

W Centrum Eksperyment w Gdyni jak i w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie macie do dyspozycji wózek inwalidzki i tor przeszkód. Wydają się błahe, póki nie usiądziecie na miejscu i nie spróbujecie ich przejechać. Później porównajcie jak wyglądają nasze chodniki i podjazdy do domów, jak wygląda cały otaczający nas świat i jak jest nieprzyjazny dla osób niepełnosprawnych.

A świat to nie tylko przeszkody budowlane, ale też ludzie. Osoby niepełnosprawne umysłowo często są wyśmiewane przez ich wygląd, zachowanie, sposób poruszania się. To szczeniackie zachowanie nie raz dotyka i dojrzałych ludzi. Niejedni boją się osób niepełnosprawnych, nie potrafią oswoić się z nimi w przestrzeni publicznej. Boją się, bo nie rozumieją w jaki sposób oni komunikują się ze światem. Boją się nieprzewidywalności ich zachowań, boją się tego co jest odmienne.

Mając do czynienia z osobami niepełnosprawnymi umysłowo sam poczułem się niepełnosprawny, emocjonalnie. Radość jaką potrafią okazywać, to jak cieszą się z małych rzeczy, w jaki sposób potrafią przekazywać i okazywać emocje i uczucia. Są bardziej ludzcy niż my na co dzień. To z jakim przejęciem opowiadają, jak się komunikują ze światem i ludźmi jest czasami ciężkie do zrozumienia. Komunikacja wymaga pewnej wprawy, ale gdy już zaczyna się pojmować ten sposób to widzimy szczerość i otwartość jakiej nie sposób zaznać u „sprawnych” ludzi.

Żeby zrozumieć osoby niepełnosprawne trzeba się przełamać. Przełamać nie tylko fale, ale też ludzkie serca.
Może te protesty były potrzebne nie tylko, żeby odzyskać należne opiekunom pieniądze, ale też żeby ludzie zaczęli zwrócili uwagę po raz kolejny na osoby niepełnosprawne i na to jak są często spychane na margines opinii publicznej wraz ze swoimi opiekunami.

Przełamując nie tylko fale to stowarzyszenie na rzecz osób niepełnosprawnych. Robią coś innego niż większość tego typu stowarzyszeń. Oni organizują rejs. Tak, rejs, tak dla niepełnosprawnych. Taki rejs to niesamowite przeżycie dla nich, potrafią jest wspominać miesiącami. Daje im radość. Stowarzyszenie prowadzą ludzie z pasją, którzy połączyli swoje zamiłowanie do żeglarstwa z pomocą innym. Idea wydawała mi się z początku dziwna, rejs dla niepełnosprawnych? Po co? Czy to rozsądne? Odpowiedź stała się dla mnie jasna gdy poznałem podopiecznych i ekipę ludzi będących w tym stowarzyszeniu. Żeby mieli radość z życia. Dla nas może się to wydawać tylko rejsem. Dla nich to niesamowita przygoda. Oni wszystko odczuwają bardziej. Wszystko przeżywają bardziej. Każdy ma jakieś marzenia, także niepełnosprawni, każdy ma prawo do radości. Także dlaczego im jej nie dać? Im i ich opiekunom. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zajrzyjcie na http://www.pntf.pl/ , a skoro SJB pisał o finansach to możecie ich wesprzeć groszem lub 1% podatku.

Józef K.

Słowo wstępu 

To tekst, do którego długo się zbieraliśmy, bo i dość sporo czasu trwa impas, którego jesteśmy świadkami. Żyjemy w czasach, w których wojna toczy się na naszych oczach, których za pośrednictwem Internetu czy telewizji możemy przyglądać się działaniom w rejonach zapalnych.

Józef K.

Zdania odnośnie tego co się dzieje są podzielone. Również nas to dotyczy, nasze zdania są również podzielone.

 SJB

————————————————————–

 

 

Śmierć się sprzedaje

Transmisje, o których wspomniałem biją rekordy oglądalności (http://www.youtube.com/watch?v=Y_LFrMcoEm4 czy http://www.ustream.tv/channel/euromaydan-falcon), śmierć się sprzedaje. Co powoduje ludźmi, że chcą oglądać wojnę czy walki? Ciekawość, na pewno. Ludzie lubią obserwować, wiedzieć co się dzieje, niestety momentami z tą ciekawością idziemy za daleko. Z drugiej strony możemy sami ocenić na ile prawdziwie przedstawione są pewne działania. Pod warunkiem, że przekaz mamy czytelny i jasny, a nie chaotyczny czy odpowiednio spreparowany lub zmontowany.

Gdy widziałem materiał TV Republika kilka dni po wybuchu zamieszek stwierdziłem, że ludzie, którzy go realizowali nie powinni nazywać siebie redaktorami. Był amatorszczyzną, zachowania były nieprofesjonalne. W pogoni za sensacją o mało nie przepłacili tego zdrowiem. Zresztą materiał zrealizowany podczas Marszu Niepodległości był podobny. Chaotyczny, emocjonalny, przedstawiający jednostronną relację z miejsca wydarzeń. Chęci dobre, realizacja mierna, ale się sprzedaje.

 

 

Umowa stowarzyszeniowa z UE

Punktem, który przeważył szalę goryczy było niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE. Znając choćby w najmniejszym stopniu sytuację jaka panuje na Ukrainie można było to przewidzieć. Przewidzieć także, że nie wszystkim się to spodoba. Protesty się nasilały, a sytuacja nie wyglądała dobrze. Protesty trwały i trwały, następowały różnego rodzaju incydenty, pobicia, zastraszania, starcia, aż wczoraj znów nastąpiło zaognienie sytuacji.

 

 

Krew na ulicach – tylko czyja

Gdy doszło do regularnej bitwy na ulicach Kijowa media znów zainteresowały się tematem Majdanu. Media w Polsce praktycznie jednostronnie. Wszystkie media jak jeden mąż opowiadają się po stronie opozycji. Pokazują Majdan jako walkę o wolność, pokazują protestujących jako bezbronnych i gnębionych przez służby.

 

 

A teraz spójrzmy na to z trochę innej strony – uruchamiamy wyobraźnię

Grupa ludzi okupuje główne place w Warszawie, nie chcą odejść i się usunąć mimo wielu prób ingerencji ze strony służb. Media zagranicą popierają opozycję i przesyłają pomoc dla protestujących. Pojawiają się politycy z innych krajów wyrażający swoje wsparcie.

Poza kilkoma manifestami w kilku innych miastach i kilkutysięcznymi manifestacjami nie ma silniejszego odzewu od narodu. Opozycja próbuje przeforsować ustawy, które zmieniają ustrój w Państwie. Dochodzi do starć służb z bojówkami na ulicach. Protesty są tłamszone, giną ludzie.

Ciężko to sobie wyobrazić prawda?

 

 

Pomarańczowa Rewolucja, która później nie była tak kolorowa

Na Ukrainie doświadczyliśmy już przewrotu, niespełna 10 lat temu. Wtedy obalano nie kogo innego jak Wiktora Janukowycza. „Historia lubi się powtarzać – pierwszy raz jako tragedia, drugi jako farsa.” Obalali go m.in. Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko. Obywatele wypowiedzieli posłuszeństwo na skutek sfałszowanych wyborów. Groziło wtedy wprowadzenie Stanu Wojennego jednak Milicja i Wojsko opowiedziały się po stronie protestujących. Wybory powtórzono, Wygrał Juszczenko, premierem została Tymoszenko. Co się stało z rewolucją? Zjadła swoje dzieci. Co teraz się dzieje? Tymoszenko w więzieniu, Juszczenko jest premierem, a Janukowycz znów prezydentem – legalnie, wygrał wybory: „obserwatorzy OBWE uznali wybory prezydenckie 2010 za zgodne ze standardami demokratycznymi i zwrócili uwagę na duży postęp, jaki się w tym zakresie dokonał”.

 

 

Stracone nadzieje

Pamiętam znajomego Ukraińca i jego radość z przemian jakie się dokonują, odwiedził nasz dom i wymachiwał pomarańczowymi wstążkami ciesząc się ze zmian, z wolności.

Czy żyło mu się lepiej po tych zmianach, niekoniecznie, zresztą długo tej swobody nie zaznał, zginął w wypadku. Ukraina nigdy miejscem bezpiecznym nie była i nie ważne kto będzie rządził to wątpię by stała się takim miejscem. Chciał tych zmian nie tylko dla siebie, ale i dla swojej rodziny.

Teraz po blisko dziesięciu latach znów ktoś podnosi sztandar rewolucji i z hasłem wolność na ustach szturmuje Kijów. Wykorzystując potrzebę ludzi do wolności, chęć poprawy ich bytu i nadzieję na lepsze jutro zbija polityczny kapitał. Skoro raz się udało to czemu ma się nie powieść po raz kolejny? Dramatyczne apele w serwisach społecznościowych (http://www.youtube.com/watch?v=Hvds2AIiWLA) wzywanie mediów z całego świata, a przede wszystkim z Polski, zapraszanie polityków.

 

 

A jak już mowa o naszych oficjelach

Stawanie na scenie obok ludzi wznoszących okrzyki i gesty, które mają korzenie w organizacjach nacjonalistycznych, a co gorsza powtarzanie ich uważam za niegodne.

 

 

Druga strona medalu

Rzecz, na którą zwrócił mi uwagę mój kolega o ukraińskich korzeniach:

http://myreport.com.ua/fotoreportazh_big/istoria/30-najefektnishyh-fotohrafij-revolyutsiji-v-kyjevi-19-sichnya.html/attachment/19-sich_05
Co widzicie na tym zdjęciu? Zamieszki, protestujących podczas starcia z Berkutem. A ja widzę celtycki krzyż na tarczy jednego z protestujących i tych symboli wierzcie mi zauważycie całkiem sporo. Spora część prowodyrów tych zamieszek to organizacje nacjonalistyczne i skrajne. Przewrót to jedyna szansa dla nich aby zdobyć władzę. A gdy dochodzą do władzy radykałowie nigdy nie oznacza to nic dobrego.

 

 

Nic nie jest do końca żółte, nic nie jest do końca niebieskie

Tak jak Ukraińska flaga ma dwa kolory tak i to co się dzieje obecnie na Ukrainie nie jest jednoznaczne. Pewne jest tylko to, że giną ludzie, a to mieć miejsca nie powinno, nigdzie.

Obecnie na Ukrainie mają miejsce protesty w dziewięciu miastach z czego w pięciu są to protesty antyrządowe. Kilka przejść granicznych z Polską jest zablokowanych.

 

 

Fala protestów

Ukraina to naprawdę nie jedyny kraj na świecie, w którym coś się dzieje (w przeciwieństwie do tego co może się nam wydawać gdy oglądamy jakikolwiek kanał informacyjny).

Syria? Sudan? Korea Północna? Czy te kraje są już tylko statystykami i nikt się tym nie przejmuje?

A może tylko przejmuje się najbliższym otoczeniem? Tylko tym co w Europie. Przez europejskie Państwa przetoczyło się w ostatnich latach wiele protestów, głównie za sprawą kryzysu i jego efektów. Do tego mieliśmy Turcję w 2013, osławiony plac Taksim.

Tymczasem w Bośni i Hercegowinie od pierwszych dni Lutego trwają protesty w ok. 33 miastach.

Nawiązując do Bośni przypomina mi się poradnik: Jak przetrwać w oblężonym mieście: http://www.polishclub.org/2013/06/08/dr-dr-konrad-dobrzynski-jerzy-jaskowski-kiedy-nas-polakow-to-czeka/ – obyście nigdy nie musieli go zastosować.

Protesty są wszędzie i są co raz bliżej nas. Ludzie są co raz bardziej skłonni do manifestowania swojego niezadowolenia, bo jest to nie tylko łatwiejsze, ale łatwiej im teraz odnaleźć powody tego niezadowolenia. W dobie Internetu trudniej ukryć niewygodne informacje. Trudniej coś stłamsić żeby świat się nie dowiedział. Poczuliśmy się częścią czegoś więcej, globalnej wioski, zaczęliśmy dzielić się naszą opinią i łatwiej nam znaleźć osoby, które mają podobną opinię. Mamy większe poczucie przynależności do grupy. Serwisy społecznościowe nie obalają rządów, ale mogą stanowić narzędzie, które służy komunikacji, zwarcia szeregów czy wygłaszania manifestów. Dają też silne poczucie przynależności do większej grupy (które nie zawsze sprawdza się w rzeczywistości, nie raz ta przynależność pozostaje tylko wirtualną).

Józef K.

 rewolucjapozeradzieciswe

 

Autor: Paweł Kuczyński

Zdania odnośnie tego co się dzieje są podzielone

 

Do dziś tj. 20.02.14 byłem bliższy w swych przekonaniach do zdania Józefa K. W pewien sposób solidaryzowałem się z opozycją z drugiej strony, jest to taki naród który wychodzi na ulice gdy cokolwiek mu nie pasuje.
Co zmieniło się w dniu dzisiejszym ? otóż w dniu dzisiejszym trupy zalały ulice Kijowa. Amunicja ostra została użyta ostro i gęsto, a snajperzy wystrzeliwują ludzi niczym kaczki. Na ulicach Kijowa jest istna wojna, to do czego to doprowadzi nie wie nikt.

 

Dlaczego dziś stanąłem po przeciwnej stronie argumentacji Józefa K. ? Ponieważ wiem iż mimo tego że cywile ( co potępiam ) również używali broni i amunicji ostrej, to państwo absolutnie straciło panowanie nad swoimi służbami bezpieczeństwa. Niezależnie od tego co dzieje się na ulicach, niezależnie od tego co dzieje się w kraju, państwo winne jest trzymać swoje ,,pieski‘‘ na smyczy. W pewien sposób nie chce mi się wierzyć iż państwo straciło kontrolę nad wydawaniem amunicji ostrej. Ktoś wydał rozkaz. Ktoś tym steruje. I szczerze ? nie wiem kto pociągnął za spust pierwszy, ale jeżeli na moich ulicach nie zależnie od pobudek policja stanęłaby z kałachami i zaczęła strzelać do WSZYSTKICH ( reporterzy nie są wyjątkiem) to osobiście poszukałbym najbliższego składu broni i stanął naprzeciwko nim.

Zdaję sobie równocześnie sprawę z faktów, sytuacja Ukrainy jest dużo bardziej skomplikowana niż może się wydawać, zdaję sobie również sprawę z tego że na 90% zamieszki które obserwujemy już od grudnia/stycznia były zapoczątkowane przez bardzo nacjonalistyczne ugrupowania (z charakterem anty polskim zresztą) które nie powinny być wrzucane do jednego worka z innymi partiami opozycyjnymi względem obecnego rządu. Rozumiałem ich rozgoryczenie bądź co bądź oni jednak zrobili nieco więcej niż my podczas wyborów. Nie tylko poszli do urn wyborczych oni wystali swoje na majdanie parę lat temu i czują że de facto Oni wybrali rząd który ich w tym momencie oszukuje.

Jedno jest pewne – To co w tym momencie się dzieje na terenie Ukrainy jest nie do przyjęcia. Nie prowadzi do absolutnie niczego konstruktywnego i poza kolejnymi informacjami o ofiarach nie wniesie nic do tegoż konfliktu. Najgorsze w tym wszystkim jest to że obie strony nie podejmą kroku w tył – jeden krok w tył oznacza koniec walki o sprawę. Według mnie, obawiam się niezmiernie iż zakończy się to interwencją Rosji i/ lub ONZ . Być może podział państwa nie jest takim głupim pomysłem. Nie wiem do czego doprowadzą najbliższe miesiące nie wiem jaki jest złoty środek wiem tylko że tak bogaty kraj jakim jest Ukraina na pewno nie zostanie wypuszczony z ramion Rosji bez swoistych zgrzytów.

SJB

Podsumowanie

Nie wiemy jak sytuacja się potoczy, jaki będzie jej finał. Niemal każdy scenariusz nie wydaje się dobry. Wiemy tylko, że zajdą zmiany. Kwestia czy zmieni się wszystko czy znów nic. Niestety zmiany zawsze pociągają za sobą ofiary i poświęcenia. Nie raz młodych żyć.  W swoim tekście starałem się zwrócić uwagę na pewne aspekty, które wydawały mi się być przemilczane oraz na to w jaki sposób informacje są nam przekazywane i zmusić was do posiadania własnego zdania, a nie ślepego odbierania tego co wysłannicy lub media nam wpajają. Wklejanie linków i zdjęć na Facebook’u nikomu nie uratuje życia, a i ciężko jakoś realnie pomóc w rozwiązaniu tego konfliktu. Czy będzie konieczna interwencja z zewnątrz czy może uda się ustabilizować sytuację wewnątrz ? Ciężko powiedzieć. Tak czy inaczej po przykładzie Bośni i Hercegowiny widzimy skutki interwencji z zewnątrz i to do czego doprowadziła w obecnych czasach. Nie idźmy z szabelką na czołgi walcząc o wolność całego świata. Wypracujmy rozwiązania by do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości. I w tej całej tragedii nie zapominajmy o naszym kraju i jego sprawach czy problemach.

Kto ma rację i kto zwycięży tę wojnę, tego nie wiemy. To oceni historia, a historię piszą zwycięzcy.