Internet

Afera, kryzys, kryzysik, upadek marki, upadek świata, cywilizacja śmierci i nie wiadomo co jeszcze. Przez co? Przez prosiaczka, a konkretniej zdjęcie prosiaka zapakowanego w folię i sprzedawanego w pewnej znanej sieci hurtowni. Pozwolę sobie rozpocząć dowcipem, bo i cała sytuacja mnie lekko śmieszy i bawi.

Wchodzi Kubuś Puchatek do sklepu mięsnego:
– Dzień dobry, jest wieprzowina – pyta
– Jest – odpowiada sprzedawca
– A szynka??
– Też jest
Kubuś Puchatek wyciąga kałacha, naparza po całym sklepie i krzyczy:
– To za Prosiaczka!!!!

Era Social Media

Obecnie każda marka musi się liczyć z tym, że jeśli coś się komuś nie spodoba to może o tym poinformować na forum publicznym, podważyć autorytet marki, zrobić zamieszanie i burzę w szklance wody…bo zazwyczaj są to burze, którymi głównie interesują się blogerzy lub kilka tysięcy osób zaangażowanych w social media, czasem podchwycą to dziennikarze, zrobi się trochę więcej dymu i co? I przycichnie. Afera za aferą, kryzysik za kryzysikiem się kończy, przemija, bo zaraz pojawia się następny. Dlaczego? Bo tak. Bo tak pędzimy, że kto będzie pamiętał o tym, że firma A czy firma B wypuściła coś wadliwego. Pamiętacie aferę z jakimś syfem (rzekomym szczurem) w kaszce dla dzieci? Pamiętacie…no i tu już sam mam problem z przytoczeniem kolejnego przykładu. Ludzie nie przywiązują aż takiej wagi do tych całych „kryzysów”, którymi często podnieca się branża internetowa. Rzadko mają one odzwierciedlenie w realnych ocenach konsumentów i w ich wyborach. Po tragedii, do której doszło w fabryce produkującą odzież w Bangladeszu miało dojść do bojkotu jednej z polskich firm odzieżowych. Bo na gruzach fabryki znaleziono ich metki, a cała sprawa oczywiście za pośrednictwem internetu wyszła na jaw. Doszło? Oczywiście, że nie. A nawet jeśli, to skala tego bojkotu była pomijalna. Była też afera z producentem wyrobów mięsnych i pewnym vlogerem, który został przez nich pozwany za negatywne wypowiadanie się o ich produkcie. Takie sytuacje można mnożyć, ale czy przysparzają realnych problemów? Przedsiębiorstwom, które działają poza internetem, nie są od niego uzależnione i działają na dużą skalę ataki w social media nie wyrządzają aż takiej krzywdy jaką mogą wyrządzić firmom internetowym czy dopiero co rozpoczynającym działalność i nie posiadającymi ugruntowanej pozycji na rynku. Bardziej narażone na ataki są też firmy, które działają w social media czy agencje reklamowe.

Prawda jest taka, że do większości „kryzysów” wystarczy odrobina poczucia humoru, trochę ogłady i odpowiednia strategia działania.

Social media stały się pewnego rodzaju bronią i nie zdziwi mnie to gdy zaczną być co raz częściej wykorzystywane przez konkurencję.

Na Twitterze możemy obserwować wojny brandów od dawna. Te są jawne i przyciągają uwagę klientów. Na YouTube możemy zobaczyć walkę pomiędzy operatorami prześcigającymi się w reklamach. Pewien francuski dostawca usług telekomunikacyjnych z dwiema maskotkami jest tutaj mistrzem ciętej riposty. Dlatego też fan page tych dwóch maskotek osiągnął niesamowitą liczbę 2 mln. fanów.

Gdy przeczytałem analizę: http://czaplicka.eu/kryzys/prosiaczki-makro-cash-and-carry/ – (dwa dni temu wynikało z niej, że w sumie nic się stało – obecnie jest już trochę inaczej, bo Makro wycofało produkt) potwierdziły się moje tezy co do małych skutków tego typu ataków na markę.

Był piękny jesienny dzień…ale nie dla pewnej hurtowni

No i wprowadzili nowy produkt. Jak oni mogli! Przecież to dzieci zobaczą, przecież to niehumanitarne, przecież to obrzydliwe, nie będziemy kupować, bojkotujemy.

Obrońcy estetyki, humanitaryzmu i diabli wiedzą czego jeszcze. Oszołomy różnej maści rzuciły się do broni i uzbrojeni w lajki, share’y i nie daj boże komentarze ruszyli! Na atak, do walki o dobro narodu, ludzi i prosiąt!

Wegetarianie, weganie i inni trawożercy ruszyli przed szereg bronić biednych martwych i hermetycznie zapakowanych prosiątek, których zdjęcie później bezduszni ludzie zaczęli przerabiać dodając im skrzydełka i dopisując: „Śpij słodko aniołku”.

I padały mocne argumenty:

To dla dobra dzieci, żeby nie oglądały takich widoków – do Makro nie wejdzie dziecko, 1.40 m, granica nieprzekraczalna ze względu na wózki widłowe i widoczność, względy bezpieczeństwa;  przez całą akcję na FB więcej dzieci widziało te zdjęcia niż by zobaczyło we wszystkich mięsnych w całej Polsce, bo przecież w mięsnych można zobaczyć prosięta, rozcięte korpusy i takie tam różne.

To nieestetyczne – rozumiem, że podroby są estetyczne? Fajne jak widzisz narządy wewnętrzne na tackach. Przecież to wygląda prawie jak ludzkie, bo nie raz nawet rozmiar się zgadza i co? To już nie robi nikomu? Szczerze gorzej mi jak widzę wątróbkę albo móżdżek.

To niehumanitarne – Uwaga, zdradzę sekret: ludzie jedzą mięso. Niektórzy nie, ale to ich wybór, ale większość je, bo tak jesteśmy skonstruowani. Skoro jedzą mięso to trzeba je jakoś, zabijać, przyrządzać i sprzedawać. Padło kiedyś na to, że jemy świnki i krówki, i te zwierzątka mają pecha. Jestem za humanitarnym ubojem, jasne, skoro już musimy jeść mięso (ta wiem, nie musimy, możemy być wege, bla bla bla…za bardzo lubię smak mięsa żeby sobie go odmówić) to róbmy to tak żeby nie bolało żeby zachować chociaż jakieś pozory. Jestem za klonowaniem mięsa – nie zabijamy zwierzątek, mamy idealne mięso, wyprodukowane, pozbawione chorób, zdrowe, najlepszej jakości. Czekam aż ta technologia się rozwinie i nie będzie trzeba zabijać żadnego stworzenia, do tego czasu sorry, ale czy to małe prosiątko czy cielaczek czy duża krowa czy duża świnia, to i tak niestety robimy to samo, zabijamy dla jedzenia i przez jeszcze jakiś czas tego nie zmienimy.

Bo cała świnka – a jak jest w plasterkach to spoko? A jak na weselu masz świniaka czy dzika to spoko? Na imprezie integracyjnej prosię z jabłkiem w pysku? Skądś to się bierze, a skoro w tym samym sklepie dostawca, organizator wesela czy cateringu ma możliwość kupienia wszystkich produktów to czemu ma jeszcze latać nie wiadomo gdzie? Wolny rynek i takie tam.

Podsumowanie

Nie wiem co mnie w całej tej sytuacji bardziej przytłoczyło. To jak ludzie dają się manipulować i szukają beznadziejnych argumentów na poparcie oderwanych od rzeczywistości tez. To jak próbują za pomocą Social Media szantażować firmy. Czy to, że Makro wycofało w końcu Świnki z oferty. No cóż ja pozostanę mięso jadem i wredną świnią, i tu radosne KWI!

Józef K.

Cóż mnie ten temat nie śmieszy. W ogóle. Emocje jakie mi towarzyszą to frustracja i zdenerwowanie że takie tematy w ogóle widzą światło dzienne.

A oto dlaczego :

§ 1

TO SZYNKA NIE ROŚNIE NA DRZEWACH ???!!!! 😮

Poważnie, zafoliowane małe/duże osobniki świńskiego gatunku wywołały cytuję ,,szok‘‘ ? To co do tej pory klienci makro nie wiedzieli co spożywają ?
Ja rozumiem, w dzisiejszych czasach kiedy na opakowaniu parówek widzimy napis cytuję ,, UWAGA produkt może zawierać śladowe ilości mięsa‘‘ , można się trochę pogubić w tym co jemy, ale chyba większość dorosłych osób wie z czego zrobiony jest przepyszny schabowy który statystyczny polak je 5 do 7 razy w miesiącu.

§ 2

SŁODKIE ŚWINKI JAKO ZWIERZĘTA DOMOWE.

Kwestia dzieci. Ok, zgadzam się być może dla dzieci to może być nieco szokujący widok – ale nie wiem jak wygląda elementarna edukacja dzisiaj, mnie w podstawówce uczono że szynka jest ze świnki. I nikt nie starał się wmówić że świnka to takie słodkie zwierzątko tak jak piesek czy kotek.

Świnki się hoduje w celu ich spożywania. Kropka.

§ 3

OBROŃCY PRAW SZYNKI.

Słyszał ktoś kiedyś o takich osobnikach ? Ja nie.

Co do rzeczy i jaki związek mają obrońcy praw zwierząt i rzesza fundacji z nimi związana do zafoliowanych świnek ?

Skoro zostały uśmiercone w sposób zgodny z prawem to NIC IM DO TEGO ! Kropka.

O co chodzi ? o uwłaczające poczucie godności innych świnek ?
Strzeżmy się – już niedługo świnie mogą wprowadzić strajk głodowy, ponieważ ich prawnicy z obrońców praw zwierząt zalecą im takie działanie celem wykazania protestu i walki o ich godność i nie foliowanie w całości.

§ 4

DUŻE OSOBNIKI PIECZONE W CAŁOŚCI NA WESELA SĄ OK, MAŁE ŚWINKI JUŻ NIE.

Powiedzmy że chce zrobić wystawną kolację dla znajomych z okazem świniaka z jabłkiem w pysku u siebie w mieszkaniu.

Dlaczego małe świnki ? Bo mi się cholera jasna zmieszczą do piekarnika na przykład. Mam kupić dużego świniaka piec po kawałku , a później złożyć w całość ?

§ 5

Reasumując – nie mam nic do wegetarian. Ja im nie mówię że mają jeść mięso i dopóki oni nie starają się mnie zapewnić i przekonać do przejścia na króliczą dietę – wszystko jest ok .

Jeżeli ktoś je mięso – nie rozumiem skąd szok do tej pory nie wiedział skąd się bierze mięso ?

Jeżeli ktoś jest wegetarianinem – problem go nie dotyczy, może się jedynie cieszyć że niektórzy jedzący mięso przestaną je jeść .

Mnie to osobiście nie obchodzi co mają na półkach dopóki to zgodne z prawem .

Ponadto uważam że naprawdę na świecie w tej minucie dzieją się tysiące innych ważniejszych spraw dotyczących konfliktów, zbrodni, nadużyć i tragedii ludzkich – może telewizja i prasa poświeciły by temu więcej uwagi aniżeli zafoliowanemu mięsu z głową i oczami ?

S.