50 twarzy Greya moim zdaniem Harlequin XXI w. Tak, tak moi mili one też idą z „duchem” czasu. I tak jak po lekturze jednego Harleqiuna w wieku lat dziewiętnastu, przestałam sięgać po ten rodzaj „literatury” tak i nie sięgnęłam po jego nowoczesne wcielenie. 50 twarzy, też mi nowość, mój były facet też okazał się wielo twarzowy, zostawiając mnie z małym dzieckiem. 50 twarzy ma wszystko wokół mnie, począwszy ode mnie samej a na rządzie mojego kraju skończywszy. 50 twarzy pokazała część społeczeństwa zachwycająca się tym filmem i tłumy napierające na przybytek X muzy. Ich ślepa fascynacja, tandetnym filmem o „miłości” i seksie. Wielu ludzi niestety nie potrafi rozróżnić rzeczywistości seksualnej od tej pokazywanej w filmach. A wielu z nich zapewne będzie chciało owego 50-twarzowaca naśladować. Powiadam wam zacznijcie od zgromadzenia takiego majątku. Podobno był milionerem. Ale co ja mogę wiedzieć, powiecie, przecież nie obejrzałam tego przewodnika. No nie obejrzałam. I nie zamierzam obejrzeć z kilku powodów z których najważniejszym jest wspomniana tematyka. Podobno film powstał na podstawie książki, która podobno powstała z zafascynowania autorki bohaterami innego dzieła o wątpliwej wartości – Zmierzchu. Nie zamierzam też poddać się nachalnemu naciskowi reklamy, zachęcającej mnie do obejrzenia tych twarzy, bo im bardziej mnie ktoś zmusza do „kupienia” czegoś, to tym bardziej się zapieram na nie! Tak dla zasady. Do powstania tego wpisu, prócz zaproszenia kolegów z 2Blog, skłonił mnie brak zrozumienia tego karnawału Grey – owskiego. A właściwie tworzącego się nowego ruchu społecznego – Mężczyzno wyzwól mnie batogiem! Nie rozumiem tego pospolitego ruszenia i ogólnospołecznego piania z zachwytu nad wartością owego dzieła ( według mnie nie ma żadnej) Oczywiście czytałam recenzje filmu i książki cóż nie zachęci mnie recenzja, która nazywa ten twór – „ porno dla znudzonych mamusiek”, bo co prawda mamuśką jestem ale nie czuję się znudzona. Nie zachęci mnie również recenzja, chwaląca ten film jako ważny głos o seksualności i pragnieniach kobiet. Sorry, nie kupuje tego! Ja jestem kobietą i jakoś nie pragnę faceta – dewianta. A już apogeum mojej złości wywołał gdzieś przeczytany komentarz, że świadomość seksualna kobiet wzrosła po obejrzeniu Grey-a!!! O dzięki Ci Mr Grey bez pana nie wiedziałabym, że w seksie można posługiwać się fantazją! Bez Pana nie wiedziałabym, że w seksie można wiele gdy dwie osoby tego chcą albo i trzy. Świadomość seksualna kobiet nie wzrosła po tym filmie, ona istniała od dawna, dzięki filmowi, tylko zaczęto o niej mówić i to chyba zaliczę jednak na plus. W recenzjach podkreśla się wiarę głównej bohaterki, w to że jej miłość uzdrowi tego chorego typa. To podoba jej się ten seks, uczestniczy w nim, godzi się na niego ale chce go uzdrowić z niego? Teraz rozumiem wszystkie ofiary przemocy dlaczego tkwią w chorych związkach. Ja wiem, że gdybym na swojej drodze spotkała takiego psychola, choćby miał jedną twarz to uciekałabym, uciekała…. Takich ludzi nie należy kochać tylko przed nimi uciekać! W świecie, w którym walczy się z molestowaniem seksualnym i uprzedmiotowianiem kobiet, nagle pojawia się film, który świadomie czy nie, propaguje pewne nie normatywne zachowania. Mało tego on ponoć pokazuje mężczyznom czego tak naprawdę My kobiety chcemy. Zatem nie zdziwi mnie info , że jakaś kobieta zostanie brutalnie zgwałcona, przez jakiegoś taniego naśladowcę, który poczuje się w obowiązku rozbudzić fantazję przypadkowo spotkanej „znudzonej” kobiety. Kobieto ulecz go swoją miłością.

 

Oczywiście nie potępiam ani nie wyśmiewam ludzi, którzy to obejrzeli, nie naśmiewam się z tych którym ten film się podobał bo o gustach się nie dyskutuje. I nie zamierzam brać udziału w krucjacie przeciwko temu filmowi. ( nie jestem z tych od krzyża ). Mnie tylko dziwi ta fascynacja tym czymś. Ta powstała moda na wszystko co Gray. Że jak grzyby po deszczu powstają kursy wiązania, a sprzedaż gadżetów erotycznych rośnie. (To dobrze dla gospodarki). Szkoda, że naprawdę ważne dzieła, nie wzbudzają takiej fascynacji i chęci naśladowania. Właśnie groźne tu jest naśladownictwo a raczej, żal mi par, które musiały sięgać po tego typu inspiracje. Jakież ubogie musiało być to ich pożycie. W poszukiwaniu materiałów do tego wpisu, opierałam się na recenzjach i materiałach ogólnie dostępnych a raczej natrętnych. Większość to zachwalacze, czułam się samotna ze swoim zdaniem gdy nagle natrafiłam na recenzję pana Tomasza Raczka, który damski punkt widzenia na seks przedstawiony w filmie skwitował na swoim blogu słowami: (…) nie jest elitarny, nie jest też obarczony intelektualnym uzasadnieniem. Ma za to smak kultury popularnej, łatwo zrozumiałej nawet dla odbiorców bez żadnego wykształcenia i zamiast rozważań natury etycznej, czy estetycznej wprowadza tanią, podlaną melodramatyzmem psychologię, rodem ze słabego serialu (…) Pan Tomasz jako krytyk, zapewne musiał film obejrzeć, ja dzięki niemu już nie muszę. Smutne tylko jest to, że film postrzegany jest jako głos ogółu kobiet. Kopiąc dalej po światłowodach, trafiłam na informację o producentach odzieży dla niemowląt i dzieci, którzy wyczuwając koniunkturę, zaprojektowali serie ubrań inspirowaną filmem. I tak o to „ znudzona mamusia” może kupić swojej córeczce koszulkę z napisem „moja mama pragnie spędzić noc z panem Grey” Zatkało mnie! Długo myślałam nad odpowiednim komentarzem tegoż zjawiska, mimo usilnych starań i mojej cechy mądrzenia się na wszystkie tematy świata nie potrafię znaleźć słów by opisać ów kretynizm! Może kolega mi pomoże?

BESZ-TA

________________________________________________________________________________________11004373_849130451812933_1118203884_n

§1

„50 twarzy Greya“… „50 twarzy Greya wszędzie“. Gdziekolwiek się nie ruszysz, czegokolwiek nie włączysz, jakiejkolwiek gazety nie weźmiesz do ręki. Wszędzie. Kilka dni temu, na autobusie widziałem plakat promujący Park Naukowo Technologiczny w Gdyni. Wiecie jaka była nazwa wydarzenia? 50 twarzy nauki… No nie. No po prostu ku*wa, nie.

§2

Generalnie nie mam nic do samego tworu jakim jest „magiczne” 50 twarzy Greya. Osobiście mi to ni grzeje ni parzy. Pomijam fakt, że pod względem literatury jest to chłam, jeżeli chodzi o film, który jest adaptacją wyżej wymienionego – nie oglądałem, być może obejrzę z czystej ciekawości choć na pewno nie teraz. Czuję się tym najzwyczajniej osaczony. Czemu nie mam żadnych pretensji odnośnie samego jestestwa tego tworu? Ano dlatego, że byłem w wojsku, a tam panuje takie powiedzenie ,,jeżeli coś jest głupie, ale działa – to to coś nie jest głupie‘‘. Może de facto coś w tym jest. W każdym razie wielokrotnie w życiu przekonałem się, że ta maksyma ma wiele wspólnego z rzeczywistością która nas otacza. Tak więc jeżeli kobietom się podoba i chcą to oglądać to ok. Tak samo było kiedyś ze „Zmierzchem” i innymi dziwnymi pseudo romantycznymi tworami.

§3

Nieco przeraża mnie jednak skala i nagłośnienie całej sprawy. Wszyscy podzielili się na dwa obozy, albo są za albo bojkotują całą akcję. Rozumiem, że kobiety mają swoje potrzeby, jednak wszyscy na około zachowują się jakby
po obejrzeniu filmu lub przeczytaniu książki, odkryli, że można uprawiać seks inaczej niż ,,na misjonarza‘‘. Serio? Już parę tysięcy lat temu powstała kamasutra i z tego co mówią historycy to pan Grey może się schować przy ich pomysłach. Nie rozumiem fenomenu tego tworu, ale skoro już istnieje… Skoro atakują mnie nim z każdej możliwej strony, to należy się do tego po prostu w jakiś sposób odnieść. Widzieliście co się dzieje w Stanach w związku z premierą 50 twarzy? Co drugi budynek jest pokryty bilbordem wielkości bloku w którym mieszkam Na każdym skrzyżowaniu ledowe ekrany pełne trailerów, plakaty na przystankach, w metrach – KOSMOS. Tam w ogóle wszystko jest na wyrost robione, rozumiem – promocja. Miliony dolarów wpakowane w promocje i inne zabiegi marketingowe, ale sami ludzie na portalach społecznościowych i portalach drwiących ze wszystkiego nakręcają tę machinę. Znam internet nie od dziś, mogłem się w sumie tego spodziewać, ale sprawia to, że na prawdę nie mam ochoty już o tym słyszeć. Coś jak z piosenką którą słyszysz do urzygu w radiu.

§4

Jeżeli chodzi o wypowiedź koleżanki powyżej to mi nie brak słów na serie ubrań dla dzieci z takim tekstem. Bezczelne, debilne, prostackie i chore. To w skrócie i z użyciem cenzuralnych słów ( mam takie postanowienie noworoczne – w takich chwilach żałuję, że nie mogę użyć słów ostrzejszych ). Rozumiem te dewiacje, potrzeby kobiet, ponoć każda chce poczuć, że ma w łóżku faceta a nie ciepłą kluchę, ale wciąganie w to dziecka to przesada. Sama sobie ubieraj taką koszulkę, a nie dawaj małemu dziecku koszulki o ewidentnym podtekście ostro seksualnym!

 

 

Sam twór Greya niech sobie istnieje, niech wywołuje głośne poruszanie tematyki seksualności, niech pary głośno rozmawiają o swoich potrzebach, ale proszę przestańcie mnie ostrzeliwać z każdej strony coraz to większymi absurdami związanymi z tą tematyką.
A propos jeszcze tej koszulki… No patrzę i nie wierzę. Za każdym razem, gdy mówię że nic mnie już nie zaskoczy to ludzka głupota nie zawodzi i przyjmuje to jako wyzwanie chyba.

SJB

Niektóre media w Polsce, nie zdają sobie sprawy, że były prowodyrem wielu sporów i awantur. Co ja bredzę?! Doskonale zdają sobie z tego sprawę, co więcej robiły i robią to z premedytacją. One zdają sobie sprawę, że wytresowały pokolenie obywateli, którzy przestają pytać. Im (obywatelom) ma wystarczyć włączyć TV i święcie wierzyć , że tam mówią obiektywną, jedyną i całą dobę prawdę bo przecież TV kłamała i manipulowała tylko w PRL-u.

A moi drodzy owszem TV może i nie kłamie zaiste jednak zręcznie manipuluje prawdą! I nie wiem co gorsze. Co więcej oni pokazują ze śmiertelną powagą i profesjonalizmem, oszołomów, których w innych krajach nie dopuściliby do mikrofonu. Przykładów tego jest bardzo dużo, nie sposób ich wszystkich po wymieniać ale dla uważnego widza śledzącego nasze bieżące sprawy na pewno rzuca się w oczy brak obiektywizmu mediów. Zapraszając do studia ludzi z dwóch przeciwnych (czyt. wrogich) obozów, nie kierują się dociekliwością dziennikarską, tylko liczą na awanturkę, która podniesie słupki oglądalności.
Po zadawaniu pytań przez dziennikarza można wyczuć czyją trzyma stronę. Pytania zadawane są w sposób, który sugeruje odpowiedź, bez udzielenia czasu na nią. Wypowiedzi często są przerywane, lub wyrywane z kontekstu. Dziennikarze manipulatorzy chyba pracują na akord i mają płacone od ilości zadanych pytań. Bo co mi z tego, jako widzowi, jeśli dziennikarz manipulator zada pytanie i nie da mi, jako widzowi, usłyszeć na nie odpowiedzi? Co mi z tego jako widzowi, że popatrzę sobie na gadające głowy, obrzucające się inwektywami, przerywające sobie w pół zdania, krzyczące na siebie i pałające nienawiścią do dyskutanta? Ten niski poziom rozmowy świadczy o gospodarzu, który tę rozmowę prowadzi.
Media skrzętnie manipulują widzami mając ich za półgłówków. Ostatni przykład o protestujących rolnikach. Z żadnego programu informacyjnego nie wyłonił się przekaz dlaczego protestują? Znaczy wyłaniał się i owszem obraz roszczeniowego chłopa, któremu ciągle mało. Media nie informowały rzetelnie o problemach rolników tylko pokazywały „drogie” traktory i wyliczały ile dostają dopłat nie mówiąc nic o kosztach. Tytuły krzyczały jadą zablokować stolicę! Warszawa będzie sparaliżowana! 1000 traktorów ( i to jakich) zbliża się do Warszawy! Można by pomyśleć, że to jakiejś wrogie wojska zbliżają się do miasta, zdobyć je i zaorać. Efekt tego był taki , że owy protest zyskał bardzo wielu przeciwników, ludzie zaczęli obrzucać rolników stekami wyzwisk, Internety grzały się do czerwoności od nadmiaru oskarżycielskich komentarzy. Wielka rzeka jadu popłynęła światłowodami. Nie liczne głosy poparcia nawet nie dla racji rolników ale ich prawa do demonstracji zostawały natychmiast zarzucone tonami gówna tfu obornika, przez resztę. Czy ktoś w tym całym zamieszaniu dowiedział się gdzie leży racja?
Ale za to widz dowiedział się, że te wstrętne wsiochy mając traktory za grube tysiące, mają czelność wyciągać swe łapska po pieniądze obywateli, którzy to z kolei nie mają zamiaru dokładać się do tych unijnodopłatobiorców!!! Do tych Krusowców, Bo my Zusowcy jesteśmy lepsi, bo więcej płacimy. Bo nasza jest tylko racja ! Efekt? Opinia publiczna doskonale zaczęła orientować się w markach i cenach ciągników.
Opinia publiczna, dowiedziała się, że rolnicy to pazerne nieroby, którym ciągle mało i mało.
Ludzie przestańcie wrzeszczeć tylko przykład bierzcie i sami walczcie też o swoje prawa i przywileje!
Akurat tutaj rolników będę bronić jako najbardziej pracowitą grupę społeczną, której działalność okupiona jest nie tylko znojem ale i ryzykiem, że spadanie sobie grad i w diabły weźmie łany. A premier im wtedy powie – ha! Trzeba się było ubezpieczyć! Ta grupa społeczna nie ma żadnych stałych dochodów ale ma stałe koszty!
A zadziwiająca jest nasza mobilizacja w obliczu wspólnego wroga, jak w przypadku Rosji, która obraziła się na nasze jabłka, jakoś wtedy nie patrzyliśmy sadownikom na zawartość garażu tylko cały naród solidarnie zaczął żreć jabłka by wspomóc, biednych sadowników.

Albo konflikt NFZ-tu z lekarzami. Czy ktoś z Was zrozumiał o co poszło? Ja nie, bo media nie dały mi szansy na zrozumienie podstaw konfliktu, nie dociekały skąd taka niezgoda w środowisku medycznym. Tylko straszyły zamkniętymi gabinetami nie wyjaśniając dlaczego zostały zamknięte. Nie było żadnego wyjaśniania prócz tego, że lekarze chcą więcej kasy, że pakiet zmian ministerstwa zdrowia jest zły ale nikt nie poinformował mnie obywatela dlaczego jest zły. Za to skutecznie nastawił mnie przeciw tym nieetycznym lekarzom, i też kazał zaglądać do garażu.
Kazał mi myśleć, że Porozumienie Zielonogórskie jest jakąś organizacją przestępczą terroryzującą rząd a minister zdrowia jest byłym uczestnikiem programu Agent, który wygrał bo najlepiej kłamał ze wszystkich. Kazał mi myśleć, że w tym całym konflikcie wcale nie chodzi o moje zdrowie tylko o kasę do podziału. A ja chciałam szczerze dowiedzieć się co nie podoba się lekarzom w pakiecie onkologicznym i dlaczego minister zdrowia na siłę ten pakiet chce wprowadzić. Owszem dowiedziałam się, jest nie dopracowany- krzyczeli medycy, dopracuje się w tracie odkrzykiwał minister.
W protestach górników też nie mówiło się o niczym innym jak o zarobkach górników. I trzymających się stołków związkowcach, a i o fuj prezesie jednej z kopalń, który prowadził kopalnie przez kilka lat na skraj przepaści a ona skakać nie zamierzała. (Aha i dowiedziałam się, że słowo restrukturyzacja wypowiadane przez rząd to, to samo co likwidacja).

Nic a nic o ciężkiej, ryzykownej pracy, o chorobach zawodowych, tylko to, że pazerny i że my do niego dopłacamy. (Aha a w między czasie Polska odblokowała, dostawy węgla z Rosji. Tak! Tej samej, która nie chciała naszych jabłek). Efekt? Aż to cwani Ci Hanysi!

Media szczują jednych przeciw drugim. Wkładają kij w mrowisko i dolewają oliwy do ognia. Zależy im tylko na oglądalności, zaprzedali swoje ideały i misję społeczną. W TV-szambach pełno jest durnych programów bez żadnej treści opartych na najniższych instynktach na najprymitywniejszych ekspresjach a programy informacyjne nie informują tylko zakłamują .
Gdy pisałam te słowa, nawet mi do głowy nie przyszło jak szybko się przekonam, że media jednak potrafią zachowywać dystans, że jednak potrafią nie szczuć społeczeństwa . Bo o to, jeden z ich obozu został wkręcony w aferę. A jedyna cool TV co robi? Ano przykrywa wszystko spalonym mostem, można by pomyśleć, że sama go podpaliła żeby mieć czym przykryć bo jak na złość Wipler wytrzeźwiał a Hofmanowi odechciało się wycieczek. Bo jak na złość, tak chętnie pokazywany i cytowany przez nich tygodnik napisał o nich samych. I ja się pytam – Co się stało? Uczyliście mnie przez lata szczekać a tu teraz kaganiec zakładacie. A dlaczegóż to? Ja chcę gryźć!
TV, która szczyci się swoim obiektywizmem i profesjonalizmem, a także gotowością dwudziestoczterogodzinną do informowania mnie o dupie Maryni, nie mówi mi nic o palącej się czy nie palącej dupie autora „upierdolonego stołu”?

 

BESZ-TA

 

——–

 

 

Ciężko mi zgodzić się z opinią, że to media sobie wytresowały pokolenie pokornych obywateli. Wina leży tutaj wszędzie po trochu. Rząd, media i my sami. Media zawsze zwalają winą na odbiorców, że do nich muszą dostosować przekaz, rządy jakiekolwiek by nie były wiedzą, że głupim społeczeństwem łatwiej rządzić, a ludzie? A z ludźmi czasami ciężko stwierdzić co jest nie tak.

 

Misja i obiektywizm mediów

Co do tego czy media mają jeszcze jakąś misję poza typowo komercyjną można by debatować dość długo. Jako, że uchodzę za walczącego z wiatrakami czasami udaję się w misję skazaną na porażkę. I tak też udałem się w wir walki mając wiarę w misję mediów i jednoczesne przekonanie, że z prawdą ma to mało wspólnego. Skontaktowałem się z pewnym lokalnym serwisem internetowym z prośbą o wsparcie w nagłośnieniu pewnej charytatywnej zbiórki. Odmówiono mi ponieważ ich serwis nie zajmuje się tego typu działalnością. Serwis informacyjny, lokalny, który odmawia informowania swoich użytkowników o akcji charytatywnej dla mieszkańca danego regionu, któremu poświęcony jest serwis. No tak, lepiej przecież wstawić wywiad z narąbanymi nastolatkami w trakcie połowinek lub z „gwiazdką” znaną znikąd. W tym serwisie było też miejsce na wiele innych rzeczy, ale na to co ważne, nie było miejsca. Raczyłem im wspomnieć o tym fakcie już podczas reprezentowania jednej z firm. Cóż, karma. Serwis chyba i tak niedługo zniknie z sieci, bo jego oglądalność, ruch oraz materiały są takie jak i podejście dziennikarzy. Niech to będzie przykład, że pójście tylko w komercję nie musi się wcale dobrze skończyć.

Aby zachować obiektywizm w mediach musiałyby być prezentowane same suche fakty, bez komentarza, ale sądzę, że i wtedy by ktoś zarzucił, że te dane się pojawiły, inne nie. Obecnie bardzo wyraźnie widać, które media, w którą stronę się kierują. Wiadomo, w których mediach co i o kim przeczytamy. Dlatego warto zrobić sobie prasówkę lub przejrzeć wszystko po trochu, przełączając między „krzykaczami”. Ja już nauczyłem się przesiewać podawane informacje i wybierać to co mnie interesuje. To jedyny sposób. W Internecie jest to prostsze. Dlatego pewnie częściej korzystam z niego jako źródła informacji i danych.

 

Ta zła TV

Z jednej strony w Internecie od dawna widać wpisy o śmierci starych mediów, śmierci TV i dziwienie się, że ktoś ją jeszcze ogląda. Oczywiście większość z nich jest na wyrost. TV za mocno wpisało się w krajobraz by tak po prostu z dnia na dzień zniknąć, zresztą wątpię by zniknęła całkowicie, będzie ewoluować, już to robi, raz w lepszą, raz w gorszą stronę, ale ciągle się zmienia, bo musi. Bo rynek się zmienia i odbiorcy.

 

Jest jednak kilka rzeczy, których w TV nie jestem w stanie zupełnie zrozumieć.

 

Paradokumenty

Nawet kilkuletnie dziecko ci powie, że to tragedia. Wszyscy, których spytasz o tego typu rzeczy powiedzą Ci, że tego nie oglądają, że poziom tego jest porównywalny z zawartością ścieków, że powinno zniknąć z anteny. Tak więc kto ogląda? Kto to wpuszcza na wizję? Za górami, za lasami, za Sosnowcem i Radomiem jest jakaś ukryta kraina, w której ludzie oglądają takie rzeczy? Jeśli tak to cieszę się, że tam nie mieszkam…

 

Nadmiar polityki

Tylko jakiej? Tak jak wspomniała moja przedmówczyni to awantura na wizji. Pominę już „kunszt” pewnych dziennikarzy i ich rozmówców. Brakuje konkretów są tylko spory i waśnie. Nie raz nawet nie sposób zrozumieć co i kto krzyczy, bo przecież nie mówi. Oczywiście zaraz po tym jak kamery zgasną to wszyscy poklepują się po plecach. No chyba, że wcześniej już opuścili studio, bo się obrazili. To nie tylko kwestia „słupkowego” podejścia do tematu programów politycznych, ale też „elit” politycznych, których mówiąc wprost, nie mamy.

No i tak poziom materiałów, ludzie zapraszanych do TV i poruszanych tematów pikuje w dół. Jak w każdych mediach. Kiedyś na MTV leciała muzyka, a na Discovery programy popularno-naukowe, a teraz? No cóż.

 

Dystans

Umiejętność zdystansowania się do informacji, którymi jesteśmy na co dzień bombardowani pozwala zachować nie tylko względny spokój, ale także na spokojnie przyjrzeć się podawanym przekazom.

 

Lekarze – Górnicy – Rolnicy

To były tematy przewodnie dla mediów od ostatnich tygodni. Oczywiście, że śledziliśmy je, ale nie uważaliśmy żeby były na tyle ważne by je poruszać. W międzyczasie działy się inne rzeczy, na które większość społeczeństwa nie zwracała uwagi, bo była zajęta kolejną wojną między sobą.

Z jednym się zgodzę, ciągle ktoś chce Polaków skłócić między sobą. A może tacy już jesteśmy, że tylko się żreć między sobą potrafimy i szukać ciągle nowego wroga? Czy to tu, czy to tam, zawsze musi być wróg, chociażby za płotem.

Służba zdrowia u nas jest chora. Temat jest na cały cykl wpisów, a nie jeden. Chora z góry na dół. Od Ministerstwa po szpitale.

A co do górników i rolników, to czy żyjemy w gospodarce wolnorynkowej czy centralnie sterowanej? Od rolników przez wiele lat słyszałem „to się nie opłaca” jako odpowiedź na niemal każdą uprawę jaką można było prowadzić. Oczywiście, że się nie opłaca skoro ktoś nie potrafi zarządzać uprawą, nie potrafi sprawić by była rentowna. A później? Skup interwencyjny, dopłaty, pieniądze za zniszczenia itp., itd. Dopłaty powinny mobilizować do zmian i poprawy, a często powodują tylko wyciąganie ręki po więcej. Niwelowanie ryzyka ekonomicznego powoduje często wybranie łatwiejszej drogi i zmniejszenie wydajności.

Nie dziwię się, że węgiel idzie z Rosji i zewsząd się da, skoro przez strajki kilka firm już zrezygnowało z kontraktów i spółki miały straty. Nie dziwię się też, że jeśli spółka jest źle zarządzana, węgiel leży na hałdzie zamiast być sprzedany.

Wszystko może być opłacalne i rentowne pod warunkiem, że nie jest rządowe. Dlaczego? Niektórzy mają w głowie soviet mental kisiel, który nadal tam tkwi. Państwowe to niczyje. To zakombinuję, to wezmę więcej, to to, to tamto.

Nie mam problemu z tym, żeby górnicy zarabiali i 30 tys. miesięcznie i mieli super świadczenia zdrowotne. Nie mam problemu z tym żeby rolnik jeździł traktorem za milion, ale po swoim polu. Nie mam problemu z oboma tymi Panami, pod warunkiem, że pracują i na te pieniądze zapracowali, a nie siedzą jako „związkowiec” czy też biorą dotację z UE, dzierżawiąc komuś innemu pole i pobierają kasę z dwóch źródeł, samemu nie robią nic i tylko jęcząc jak mu źle i żebrając o kasę.

 

Rurku?

Wracając jeszcze na chwilę do TV. Moim zdaniem gorszym przykładem braku informacji o „topowej” sprawie były zdawkowe słowa o zwycięstwie naszych siatkarzy, bo konkurencyjna stacja przecież transmitowała i organizowała mistrzostwa, które wygrali.

A to, że nie wspominają o swoim redakcyjnym koledze? Nie dziwię się, redakcyjna solidarność.

Czy chciałbym zobaczyć materiał na ten temat? Obchodzi mnie to tyle co nagłówki na Pudelku.

 

Józef K.

Parę dni temu Trójmiejskie grupy na których udziela się sporo ludzi o zgoła różnym przekroju poziomu inteligencji obiegła informacja iż jeden z ostatnio najszybciej rozwijających się moim zdaniem biznesów na rynku Trójmiejskim czerpie swój sukces z trucia ludzi. To tak w skrócie. Dużym skrócie.

 

§ 1 Tytułem wstępu :
Firma Food Outlet, bo to ona jest głównym bohaterem w/w historii, to świeżynka na trójmiejskim rynku dowozu jedzenia. Jak funkcjonują każdy może sprawdzić na ich fanpage’u, całość rozbija się o pomówienie, które zaistniało na innej stronie fejsbukowej czyli Czarna Lista Pracodawców. Oskarżono tę firmę między innymi o problemy z wypłatami dla pracowników, powiązaniami z cieszącą się złą sławą firmą Śledzik u Fabrykanta, która to rzekomo podtruwała ludzi.

 

§2

Z ogromnym zainteresowaniem, ale i zdziwieniem obserwowałem całą sytuację ponieważ parę razy osobiście korzystałem z usług oferowanych przez firmę Food Outlet ze względu na to, że ich specyfika pracy czyli dowóz jedzenia między 22 a 02.00 w nocy pokrywała się z moją systematyką dnia. Tak czy siak zawsze byłem bardzo zadowolony z jedzenia które otrzymywałem i do dziś muszę przyznać, że jedzenie było lepsze i tańsze od tych serwowanych w dowozach na terenie Trójmiasta w ciągu ,,normalnych godzin pracy’’. Tym większe było moje zdziwienie gdy powstała swoista nagonka na tę firmę – bądźmy szczerzy większość z nas czuje co je. Hipotetyczna sytuacja jeżeli jesteś na drodze krajowej z Gdyni do Szczecina i zatrzymasz się w przydrożnym barze, który nowością ani ekskluzywnością nie grzeszy – poczujesz różnicę w porównaniu do jakiejkolwiek innej restauracji/baru/ knajpki z centrum Gdyni. Mimo tej nagonki, która się nakręciła na w/w firmę, biorąc pod uwagę fakt iż ja osobiście nigdy nie zawiodłem się na usługach Food Outlet, gorąco kibicowałem i miałem nadzieję że A) właściciel/ka się obronią przed zarzutami B) całość okaże się pomówieniem mimo wszystko.

 

§3

Teraz gdy zostało umieszczone sprostowanie przez administratora nieszczęsnej strony pragnę pogratulować firmie Food Outlet zaparcia w bronieniu swoich interesów oraz szybkości reakcji. Niestety, nic nie zmieni już faktu iż raz zasiane ziarno niepewności zostanie i przypuszczalnie paru klientów zostało utraconych. Nie mniej jednak uważam, że konsekwencje względem administratora strony są adekwatne do czynu i jeżeli zostaną prawidłowo nagłośnione sprawią, że inni administratorzy zdadzą sobie sprawę z faktycznej roli jaką pełnią prowadzone przez nich serwisy.

Tacy ludzie de facto są pewnym źródłem informacji, powinni spełniać rolę kontrolera, która daje obiektywne i rzetelne informacje dla ludzi. Jest to swojego rodzaju funkcja społeczna, która niesie za sobą ogromną odpowiedzialność, a co gorsza potrafi sterować tłumem i ich opinią.

Jeżeli uda nam się za jakiś czas porozmawiać z firmą Food Outlet, będziemy starali się zapytać, z czystej ciekawości, czy są w stanie wycenić szkody wyrządzone im jednym kłamliwym artykułem. Przypuszczam, że odpowiedź na to pytanie będzie w stanie uświadomić konsekwencje i skalę problemu.

 

§4

Z dużą rezerwą czytuję wszelkie opinię zawarte na stronach typu Czarna Lista Pracodawców. Wynika to głównie z tego powodu iż jakieś 8 lat temu pracowałem w branży marketingu i sprzedaży bezpośredniej. Co prawda nie zabawiłem długo na tej ścieżce kariery, ale czas ten wystarczył, aby poznać pewien model zachowania ludzi. Niektórzy pracownicy nie potrafią przyznać się do popełnianych błędów, a liczba takich osób wzrasta wraz z nowym pokoleniem. Łatwiej powiedzieć: ,, ta firma jest do dupy bo… (i tu zaczyna się długa lista narzekań)“, niż:,, nie wyszło mi, nie nadaję się do tego typu działalności ponieważ nie posiadam takich a takich cech’’. Wnioskując spotkałem przeważająca ilość ludzi, którzy „obsmarowywali“ jak się dało najróżniejsze firmy, tylko dlatego, że (z mojego osobistego punktu widzenia) nie posiadali cech, które są niezbędne w danych dziedzinach pracy. Czasem po prostu się do czegoś nie nadajemy i należy znać swoje ograniczenia. Kluczem do sukcesu jest znajomość własnych umiejętności jakie możemy wykorzystać na danym stanowisku. Niestety skutkiem powstawania tego typu strony, które na dodatek nie są w żaden sposób rzetelnie prowadzone, jest wysyp najróżniejszych opinii, które mogą godzić w interesy pracodawców i rzutować na ich opinię w oczach masy.

 

§5

Podsumowując: czytając jakiekolwiek informacje z tego typu stron należy zachować zdrowy rozsądek i potrafić kierować się własnymi doświadczeniami. Żyjemy w erze w której każdy może opisać absolutnie wszystko i pokazać to całemu światu za pośrednictwem przyciśnięcia klawisza enter i łącza internetowego. 25 % informacji zawartych na serwisie Wikipedia mija się z prawdą bądź nigdy nawet obok niej nie leżała – serwisy typu Czarna Lista Pracodawców nie jest żadnym wyjątkiem.
Osobiście – chciałbym pogratulować firmie Food Outlet wygranej walki dobre imię i życzę Im wielu sukcesów w branży.

 

SJB

 

————

 

Czarna lista pracodawców, czyli jak każdy chce się stać Raymondem Reddingtonem.

 

 

Nie wiem skąd, nie wiem kto ją zapoczątkował, ale „stała się” moda na strony na fejsie pt. „Czarna
lista pracodawców…” w miejsce kropek wstaw nazwę chociażby najmniejszej miejscowości w
Polsce, która ma ledwo kilka firm, które zatrudniają wszystkich i każdy tam wszystko i tak bez tego
wie. Przyglądałem się temu z boku od jakiegoś czasu i czekałem…

 

Czekałem na ten moment kiedy pojawią się pierwsze pozwy, zastraszenia itp. Nie trzeba być
wróżbitą Maciejem żeby przewidywać przyszłość. Wszystko co dzieje się na Facebook’u już kiedyś
było. Grupy, które wyrastają jak grzyby po deszczu to kiedyś fora internetowe, Strony na fejsie to
strony internetowe o tej tematyce. Na szczęście kiedyś trzeba było posiadać trochę więcej
umiejętności by założyć stronę niż teraz, a szczególnie tą na fejsie. Było to chociaż małym buforem,
który powodował, że ilość głupoty w sieci była nieco mniejsza. Nie mówiąc już o samym dostępie
do Internetu. Czasy takie piękne. No więc teraz każdy może sobie założyć stronę na fejsie o
dowolnie idiotycznej tematyce i potem się chwalić, że ma 100 tyś fanów i nie wiadomo co jeszcze.
Co prawda ta strona, mimo że musi się nie raz napracować nad jej prowadzeniem (tutaj wyjątkowo
nie mówię z przekąsem) to jednak jego stroną de facto nie jest. Dlaczego o tym mówię?
Przekonacie się w dalszej części.

 

Polaczkowatość

To pierwsze co pomyślałem gdy zobaczyłem jak rośnie licznik polubień tych stron na fejsie.
Kolejka do opluwania innych zawsze jest dłuższa niż tych, którzy pochwalą, docenią, pomogą. U
nas w kraju to normalne, że powstają strony uwarunkowane negatywnymi emocjami. Nawet jeśli
tłumaczyć to będziesz dobrą sprawą to „czarna lista” pozostanie czarną listą, będzie to negatywne.
I nie ma co się dziwić, że coś negatywnego będzie spotykać się negatywnymi oddźwiękiem.
Dlatego było to do przewidzenia.
Straszno
Straszne jest to ile takich opinii się pojawia, straszne jakich rzeczy dopuszczają się „przedsiębiorcy”. Ale czy jest to coś nowego? Nie. Większość o tym wie. Są osoby, które za biznesbrać się nie powinny, są tacy, którzy mają przejściowe kłopoty. Są też pracownicy, którzy wymagania mają większe niż ich umiejętności czy wiedza, czy doświadczenie.
Nie chcę tutaj wdawać się w odwieczną wojnę pracownik vs pracodawca, ale poruszę dwie kwestie,
które często pojawiają się w dyskusji.
1. Wysokie koszty pracy.
Często jest to przytaczane jako argument przez przedsiębiorców. W Polsce w porównaniu z innymi
krajami nie są one aż tak duże wbrew pozorom, ale tak samo jak wasze zarobki tak samo przychody
przedsiębiorców nie są specjalnie wysokie, a koszty waszego życia tak samo jak „życia firmy” w
porównaniu do przychodów są wysokie. Nie porównujmy się w każdej kwestii z zachodem, bo to
nie odzwierciedli rzeczywistości. Równie dobrze można by wtedy porównać wydajność pracy. W
Polsce jest w wielu przypadkach beznadziejna, to właśnie kolejny powód dlaczego mówi się o
wysokich kosztach pracy (bo przedsiębiorcy muszą je liczyć na produkt/usługę na to co daje
przychód firmy, a nie na to ile Wam płacą).

 

2. Prosty schemat.
Żeby lepiej zrozumieć „niesprawiedliwość” pracodawców policzcie sobie prostą rzecz.

Twoja pensja x 3 = przychód dla firmy, który powinieneś generować.

Dlaczego? Otóż dlatego:
1/3 = Twoja pensja, którą dostajesz „na czysto” – netto
1/3 = Koszty pozapłacowe – składki, nie składki, urlopy, pierdoły
1/3 = przychód dla przedsiębiorcy – i tu podstawowa kwestia, przychód to nie zysk – podstawa
ekonomii, ale ludzie tego nie wiedzą.
No i z tej ostatniej 1/3 – nie dość, że musisz opłacić podatki, koszty działania przedsiębiorstwa,
rachunki, dostawców, księgowych, prawników itp. P.S. Fajnie jak Ci coś zostanie.

 

Śmieszno (niekoniecznie dla każdego)

Czytam zapewnienia, że jedna czy druga strona mimo pogróżek istnieć będzie, bo ma misję itp.
Bardzo mnie to bawi, bo prowadzący stronę na fejsie ma w tej kwestii tyle do gadania co ja w
kwestii ramówki TVP. Zdjęli Wieczorynkę mimo że mi było smutno z tego powodu i co? I nic.

 

Tworząc stronę na tego typu platformie trzeba się liczyć z tym, że może zostać zdjęta bez
większego problemu. Wystarczy kilka donosów, jeden administrator serwisu, który będzie miał
gorszy dzień i dobranoc. Bez Dobranocki.

„Nie udostępniamy danych” no i super, poszanowanie prywatności itp., ale znów. Strona jest na
platformie, która z szanowaniem prywatności, nazwijmy to delikatnie, jest na bakier. Wystarczy
jedna zawzięta firma, pozew do odpowiedniej prokuratury i dane Palo Alto lecą do sądu, a
szanowny Pan administrator strony „Czarna lista…” nawet o tym nie wie.

„Prowadzony przez konkurencję” tu akurat zarzut, który wykorzystują przeciwnicy tego typu stron.
Pewnie na skalę kraju kilka takich stron mogło powstać „przy pomocy” konkurencji firmy A czy B,
ale szczerze wątpię by chciało się komuś w to bawić. Tylko pozostaje kwestia zgłoszeń, które takie
strony otrzymują. Skąd administrator wie czy dana osoba w ogóle pracowała w tej firmie, czy nie
pochodzi z konkurencji? I tu jest pies pogrzebany.

 

Szkoda, że u nas „promuje się” te negatywne działania. Szkoda, że tak łatwo wyrządzić komuś
krzywdę pomówieniami. Szkoda, że na przedsiębiorców w naszym kraju dalej patrzy się przez
pryzmat komunistycznego „prywaciarza”. I to zazwyczaj tak na nich patrzą Ci, którzy najgłośniej
krzyczą „precz z komuną”.

 

Józef K.

A konkretniej ile jest warte wykonanie projektu graficznego plakatu Dzień Babci i Dziadka?

Otóż wykonanie takiego projektu jest warte tyle ile ktoś jest w stanie za niego zapłacić. To jedyna słuszna odpowiedź.

Dla Biura Prezydenta DS. Promocji Miasta (chodzi o miasto Gdańsk) jest warte 1476 zł

 

Natomiast wykonanie projektu graficznego reklamy już o wiele mniej (cóż najwidoczniej doceniają seniorów).

gdansk-projekt-reklamy

 

I nawet nie chodzi o sumy, ale o jedną ważną rzecz, czyli o publiczny dostęp do informacji. Wielki ukłon w stronę władz Gdańska za to, że duże miasto udostępniło w sposób jawny rejestr umów (http://www.gdansk.pl/bip/raporty-publikacje?umowy=tak), dzięki czemu mieszkańcy mogą się dowiedzieć z kim miasto podpisuje umowy, jak i za ile.

To krok w stronę większej przejrzystości naszych władz samorządowych. Dzięki temu obywatelom łatwiej kontrolować na co są wydatkowane ich pieniądze.

Mam nadzieję, że taki rejestr wkrótce będzie miało każde miasto w Polsce.

Zainteresowanych tematem zapraszam na Publiczny Rejestr Umów.

 

Józef K.

 

M. Ogórek na Prezydenta RP

 

Nie słyszałeś o Niej? My też nie.

 

§1

Poranek, przyjemna atmosfera kawka, bułeczka z jakimś serkiem, ogórkiem pomidorkiem (no bo nowy rok, wiecie postanowienia, zdrowe odżywianie i te sprawy) i tak sobie przyjemnie wyobraźcie poranek spędzam, jak to w nawyku miewam, z odpalonymi wiadomościami najróżniejszych kanałów, za co moja przyszła małżonka nie jednokrotnie mnie już prześwięciła i wtem podają najnowsze sondaże. Jeszcze przed pokazaniem pięknych tabelek wykazów i wykresów pomyślałem no tak, Polaczki jak to Polaczki zagłosują wszyscy na Bronka, bo w sumie po co cokolwiek zmieniać, parę głosów pójdzie na jakiegoś PiSowca parę ankietowanych na Korwina, paru zwolenników trawy na Palikota i pewnie jakiś tam Miller po drodze się przypałęta albo kto inny.

BŁĄD. Generalnie stwierdzam, że dość wprawnie orientuję się w scenie politycznej naszego kraju, może nie bezbłędnie ale wprawnie, wydaję mi się dobrym określeniem i nagle ni z gruszki ni z pietruszki, wyskakuje Ogórek. Pani Ogórek. Pani Magdalena Ogórek kandydat na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wystawiona przez SLD.

 

§2

Generalnie twarz jakaś znajoma gdzieś Ją widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Nie wiem kim jest, nie wiem kim była, ani dlaczego jest wyżej w sondażach na PREZYDENTA RP niż inne osoby które bawią się w politykę ładnych parę lat. W zasadzie obchodzą mnie takie rzeczy. Mimo, że urząd Prezydenta w tym kraju ma się mniej więcej jak stanowisko kapitana na promie – zabawia gości i podaje rękę tym którzy kupili bilet za najwyższą kwotę, to coś tam do powiedzenia Prezydent jak i kapitan ma. Tak więc siedzę szperam i szukam czegokolwiek – doświadczenia w zarządzaniu, coś, cokolwiek. Niestety… Brak, error 404 Ogórek not found. Znaczy coś tam found, ale doktoraty, prace naukowe, rola pielęgniarki w „Na dobre i na złe” oraz praca w TVN jakoś mi nie wystarcza (swoją drogą niezły rozstrzał zawodowy ma dziewczyna, prawda?).

 

§3

Nie powiem, ze wszystkich humanistów najbardziej szanuję prawników i historyków. Tych pierwszych dlatego, że większość orientuje się w prawie całkiem nieźle, a na tym cały nasz cyrk na kółkach jest postawiony, tych drugich dlatego, że ,,Historia vitae magistra est’’ – czyli historia nauczycielką życia.

Moje pytanie brzmi skąd Pani się wzięła? Jest ponoć bezpartyjna, wiele komentarzy stwierdza, że jest to najtańsza zagrywka polityczna tj. szczucie wyborców Jej aparycją, która z pewnością na tle np. Korwina jest wyróżniająca się, ale coś tam wskórała skoro pojawiła się w sondażach. Czy jest po prostu osobą wyłonioną z tłumu, dano jej tekst do ręki który kazano przeczytać przed kamerą czy de facto ma coś do powiedzenia? Weźmy pod uwagę to że Ona sama jakoś za dużo się nie wypowiada. Pani O. jest wielką niewiadomą i myślę, że jako kandydat na Prezydenta powinna zacząć jasno określać swoje poglądy polityczne. Ponad to czy bycie przez 3 lata szefową gabinetu politycznego przewodniczącego Napieralskiego wystarczy (w kwestii doświadczenia nota bene) do zarządzania krajem?

 

§4

Dawno nie miałem takiej zagwozdki względem jakiejkolwiek figury na scenie politycznej. Z jednej strony – nowa osoba na tle starych figur zawsze wprowadzi coś dobrego – chociażby dyskusje i strach u konkurentów, który z reguły jest budujący.
Z drugiej strony, co jeżeli to de facto tania zagrywka medialna?

Nie jestem w stanie przyjąć jasnego stanowiska, a co Wy o tym myślicie?

SJB

 

—————————————————————————————————-

 
Przedstawienie kandydatki SLD na urząd Prezydenta RP zbiegło się ze śmiercią Józefa Oleksego co nieco przyćmiło to medialne wydarzenie, ale nie na długo. Po kilku dniach media ruszyły. Spirala się nakręciła i…ruszyło wyciąganie brudów, grzeszków i wszystkiego do czego polityka jest zdolna.
Co to oznacza? Lęk wśród potencjalnej konkurencji. Skoro zaraz po ogłoszeniu kandydatury, zanim kandydatka zaczęła na dobre prowadzić agitację wyborczą, ruszyła negatywna kampania mająca ją natychmiast zdyskredytować. Polityka to bagno, na każdym szczeblu, nie ważne czy mówimy o najwyższych stanowiskach takich jak Prezydent, Premier czy Marszałek Sejmu czy o stanowiskach samorządowych. Wybory i kampania na każdym etapie potrafi być brutalna i paskudna.

 

Przypadki wyborcze

W historii wyborów na Prezydenta naszego kraju nie brakuje ewenementów, osób, które z polityką nie mają wiele wspólnego lub był wcześniej nieznane. Zdarzają się także osoby, które biorą się „znikąd”, warto tu wspomnieć chociażby Stana Tymińskiego, który startował w wyborach dwukrotnie, raz z całkiem dobrym rezultatem. Czyżby SLD wyciągnęło wnioski z wyborów z 1990 roku i próbuje przebić ten pomysł na teraźniejsze realia?

 

Zatarte ślady

Można znaleźć trochę informacji na temat Pani Magdaleny Ogórek, jednak poza życiorysem coś co bardziej mnie ciekawi to komunikat, który otrzymamy po wpisaniu imienia i nazwiska kandydatki w Google:
„Niektóre wyniki mogły zostać usunięte na mocy europejskich przepisów o ochronie danych.”
Zbieżność nazwisk czy po prostu kilka artykułów lub stron zostało zgłoszonych przez kandydatkę? Ciężko to określić. Może po prostu kandydatka miała dość oczerniania jej w pewnych serwisach czy też nie chciała żeby stare konta w serwisach społecznościowych pokazywały się w wynikach wyszukiwania.

 

Statystyczny Kowalski

Statystyczny Polak ponoć dłużej zastanawia się nad zakupem pralki niż nad wyborem, którego dokonuje przy urnie wyborczej. Czasem pralka posłuży dłużej niż polityk, już nie mówiąc o jej użyteczności, ale tak być nie powinno. A czy tak rzeczywiście jest? Niestety, całkiem prawdopodobne.

 

W poszukiwaniu zmiany

Polacy od kilku lat szukają podświadomie, a może też w pewnej części świadomie jakiejś odmiany od obecnych na naszej scenie politycznej partii. Były różne próby wykorzystania tej potrzeby. Ciągłe zmiany zarówno po tej „niby” prawej stronie jak i po tej lewej stronie. Nie jestem chyba w stanie ile to partii się oddzielało żeby potem połączyć, ilu liderów wracało po kolejnych klęskach do poprzednich partii. Nie zdawało to po prostu egzaminu.
Polacy na tyle silnie szukają alternatywy, że w wyborach są w stanie zagłosować na niemal kogokolwiek byle nie był związany z tymi, których widzi na co dzień w TV. No i tym sposobem tak wysokie wyniki KNP i tym podobnych partii.
Na szczeblu samorządowym również możemy wyciągnąć podobne wnioski, chociażby po wygranej Roberta Biedronia w Słupsku. Ludzie starają się wybierać nowe osoby, które wydają się być oderwane od obecnych układów. I to nie byłoby aż tak złe…jeśli tylko o to by chodziło.

 

Prezencja, rozgłos, medialność i znana twarz

Jeśli ktoś spyta o doświadczenie w polityce: MSWiA, mamy wspomnianą przez kolegę posadę u posła Napieralskiego. Historyk kościoła, czy potrzeba czegoś więcej żeby przekonać elektorat, który raczej nie przepada za SLD? Publicystka, dr nauk humanistycznych, więc nie będzie popełniać takich gaf jak niektórzy politycy. Zna środowisko akademickie. Do tego z mediami jest obyta jak mało kto, nie dość, że telewizja TVN24BiŚ to jeszcze Tygodnik Powszechny. Bardziej interdyscyplinarnej i uniwersalnej kandydatki chyba nie można było znaleźć.

 

Aleksander Kwaśniewski gdy wygrał debatę z Lechem Wałęsą (później zresztą wygrał wybory prezydenckie) miał dobrych doradców, najwidoczniej SLD zatrudniło obecnie podobnej klasy specjalistów. Oby tylko Pani Magdalena nie musiała wylewać na siebie kawy podczas debaty.

 

Józef K.